eSpeedway.pl | To co kochasz - żużel
eSpeedway.pl - Współpraca - Reklama - Redakcja
Kibiców online: 480
eSpeedway.pl - Ogólnopolski Portal Żużlowy
eSpeedway Team
Reklama
Reklama
Reklama
Współpraca

  Felietony

  Adam Gbiorczyk: Jesteś cieniasem? Niebo Ci pomoże!
 2010-07-16 18:53:30  Adam Gbiorczyk    inf.własna

Od małego wpajano mi, że do sukcesu człowiek dochodzi ambicją, determinacją, umiejętnościami z niebagatelnym udziałem talentu. Okazuje się, że wcale tak nie musi być. Czasem wystarczy, że jesteś wysłannikiem Albionu.

Joannie Hoskins, gdy wymyślał wyścigi motocyklowe na, umówmy się, owalnym, piaszczystym torze zapewne w głębi duszy pragnął, aby sport ten długo przeżył jego i stał się popularny na całym świecie. Prawdą jest jednak, że wiele lat przed sympatycznym dziadkiem z Antypodów wyścigi torowe praktykowane były już w całej Europie i Stanach Zjednoczonych. Popularność dirt-tracka, bo tak nazywał się nasz ukochany sport, zanim Brytyjczycy ochrzcili go speedwayem, biła na głowę wszystkie inne dyscypliny sportu. Równać mogła się tylko kopana. Setki tysięcy ludzi, ze wszystkich sfer i tych niższych, tych z gatunku „Noble Family”, zasiadali na trybunach w Londynie, Los Angeles, ale też w Polsce, choć takowej jeszcze nie było.

Dirt-track a później żużel rozwijał się prężnie i bardzo dynamicznie. Ogromne stadiony nie były w stanie pomieścić wszystkich chętnych. Pojawiały się pierwsze gwiazdy i legendy: Victorowie Dugan i Huxley, Lionel Van Praag, Cordy Milne, Wilboure Lamoreaux. Polska trochę później niż reszta żużlowego świata doczekała się geniusza, ale za to jakiego! Alfred Smoczyk, pionier, mistrz, takiego już mieć nie będziemy. Żużel wciąż się rozwijał, przyszły lata 60-te pierwsze Drużynowe Mistrzostwa Świata, lata 70-te i niezastąpiony Ivan Mauger. Finał Indywidualnych Mistrzostw Świata w Chorzowie i ponad sto tysięcy widzów, największa widownia, jaką widział speedway. Wymiękło nawet Wembley. Lata 80-te i finał wszech czasów na Coliseum w Los Angeles i wspaniały triumf przyszłego aktora Bruce’a Penhall’a. Aż w końcu po niesamowitej dominacji Duńczyków przyszły lata 90-te a z nimi cykl Grand Prix, który sfinansowała w swym premierowym wydaniu duńska telewizja DK4. Początki zacne, zmyślny plan, ale wszystko wzięło w łeb. Mistrzostwa świata się rozmyły, ludzie zaczęli masowo odchodzić od żużla, sponsorzy i telewizja również. Próby naprawy stanu rzeczy podjęła dopiero firma, która w 2001 roku przejęła prawa do mistrzostw, czyli Benefield Sport International. Początkowo z powodzeniem, utknęła jednak w grzęzawiskach, które sama wydeptała tuptając z radości, jaki to wspaniały sposób wyłaniania mistrza wymyśliła.

Przez lata startować w finałach IMŚ znaczyło być jednym z najlepszych żużlowców świata. Znaczyło to dostać się do finału pokonując niezliczoną ilość eliminacji, turniejów, zawodów, ćwierćfinałów, półfinałów, finałów kontynentalnych, europejskich. Trzeba było mieć zdrowie, fantazję i niejednokrotnie poczucie humoru, aby o zdrowych zmysłach dojechać do finału światowego. Żeby było śmieszniej to u kresu tej podróży stał początkowo zawsze jeden i ten sam, samotny Belfegor a później na przemian z Ullevi w Goeteborgu. Owy Belfegor to oczywiście Wembley najbardziej znienawidzony stadion Polaków, wśród, których wręcz uczulony na niego był przede wszystkim Andrzej Wyglenda.

Ale była to naturalna selekcja. Słabi i chorzy odpadali albo umierali z wycieńczenia między jedną rundą eliminacji a drugą. A co mamy teraz? Teraz mamy Golloba i Hampela na dwóch pierwszych miejscach, więc cykl Grand Prix jest według nas jedyny, słuszny i podniecający, niczym Monica Bellucci w mokrej koszulce. Alce, co by było, gdybyśmy nie mieli wspomnianej dwójki i rundy Grand Prix nad Wisłą? Czy taki cykl by nas zaabsorbował? Wciągnął i obdarzył miłością? Zachęciłoby nas to dobierane z przypadku, gdzie niegdzie, towarzystwo, na stadionach bez ławek z miłym przerywnikiem w postaci Cardiff, Ullevi i Kopenhagi? Mnie taki cyrk ze starymi małpami by nie nakręcił.

Traf jednak chciał, że kocham ten sport, jak nic na świecie, może nie aż tak, jak mój dobry znajomy z Tarnowa, który zwykł mawiać, że: „Kobiet jest wiele, a żużel tylko jeden”. Ale też bardzo! Tym niemniej szlag mnie trafia i muszę łyknąć barbituranie, gdy najpierw czytam a później widzę, jak pewna żużlowa stacja z Wielkiej Brytanii robi sobie jaja i odwala prywatę w wielkim, przynajmniej dla kibiców żużla, świecie Grand Prix. Ja rozumiem, że każdy chce mieć swoich w cyklu. Rozumiem, że przyznawanie dzikich kart jest konieczne. Wiadomo. Kontuzja, słabszy dzień, kiedyś nikogo to nie obchodziło, ale bądźmy wyrozumiali. Ale, z jakiego powodu, co roku z mistrzostw świata wypada dwóch Angoli i w nagrodę dwóch innych albo tych samych, o zgrozo, otrzymuje stałą dziką kartę? W uznaniu zasług za zdobywanie średnio trzech punktów na jeden turniej GP?

Po sezonie 2009, jakże miłego dla nas, Tomuś zwinął srebro, a gdyby od początku roku podjął współpracę z pewnym tunerem, to by ten cykl wygrał. Ale nie narzekajmy. Na drugim biegunie znaleźli się dwaj rozczarowani i zdziwieni panowie Bomba i Śpiący. Jeden jeździ do tej pory, jakby wczoraj wygrał to wspaniałe GP z 2007 roku z Cardiff i nie do końca zdaje sobie sprawę, że trzeba wreszcie skończyć rozdawać uśmiechy. Drugi przytył, przestał się golić, motory mu nie ciągły a w między czasie wyłapał lewy prosty od E-mila. W drużynówce dumni synowie z północnego-zachodu zajęli bardzo dobre trzecie miejsce w barażu Drużynowego Pucharu Świata w Lesznie. Złośliwi twierdzili, że przedostatnie spośród krajów nie-upośledzonych żużlowo. GP- zero, DPŚ- zero. O IMŚJ czy DMŚJ nawet nie ma, co mówić. Anglia, która nadała stabilizację żużlowi, stała się zaściankiem. Herbaciarze nie wygrywają już nic. Nawet w Elite League jest więcej nie- Anglików, jak Anglików a w ekipie Wolverhampton Wolves- mistrzów najwyższej klasy rozgrywkowej z Wysp, musiałbym się mocno spocić, żeby jakiegoś wygrzebać.

Ale Anglicy mają coś, czego nie ma nikt, mają TV Niebo, no, my też niby mamy coś takiego, ale oni żużla nie pokazują, tylko relacje na żywo z mszy świętej albo spowiedzi. Niebo TV daje tyle, że wyniki schodzą na dalszy plan. Dwóch Angoli dało ciała? Zajęli dwie ostatnie pozycje w GP? No to, co? Damy szansę innym. Albo jednym innemu a drugi niech będzie, bo zasłużył. Był przedostatni. I tak pan niewyraźny nie tylko w mowie Bomba został, a dokooptowano, wielką nadzieję Anglii na lepsze jutro numer 42 w ciągu ostatnich pięciu lat, pana TW Czapeczkowca. TW Czapeczkowiec jeździ sobie w tym GP, tu walnie jeden punkt, tu się wywróci, zawsze jakieś doświadczenie. Spikerzy z Nieba Wrzeszcza niebogłosy, jaki on dobry. Już zdobył pierwszy punkt w Grand Prix, już ma na koncie pierwszy wygrany start, pierwsze biegowe zwycięstwo, Boże! Toż to geniusz!

Czy cykl wyłaniający najlepszego żużlowca globu ma polegać na nauce jazdy na żużlu? Czy dwudziestolatek po jednym udanym sezonie, w którym i tak nic nie wygrał, powinien dostępować zaszczytu stawania w jednym rzędzie na prezentacji z Gollobem, Crumpem i Pedersenem? Kpina. Panowie z firmy, do której należy GP, znowu się czymś zachłysnęli ulegając TV Niebo i dając Czapeczkowcowi dzikusa, ale czym? Bo chyba nie jego osiągnięciami.

Współpraca



Reklama
 
Pomóż
 
Patronat medialny
Tabele ligowe
Speedway Ekstraliga
1. Stelmet Falubaz Zielona Góra      
2. Unia Leszno      
3. Stal Gorzów      
4. Unibax Toruń      
5. PGE Marma Rzeszów      
6. Polonia Bydgoszcz      
7. Lotos Wybrzeże Gdańsk      
8. Betard Sparta Wrocław   -2  
9. Tauron Azoty Tarnów   -2  
10. Włókniarz Częstochowa   -4  
I Liga
1. GTŻ Grudziądz      
2. Lokomotiv Daugavpils      
3. Orzeł Łódź      
4. Polonia Piła      
5. Lubelski Węgiel KMŻ      
6. Lechma Start Gniezno   -3  
7. Ostrovia Ostrów   -3  
II Liga
1. Kolejarz Opole      
2. Speedway Wanda Kraków      
3. ROW Rybnik      
4. Kolejarz Rawag Rawicz      
5. KSM Krosno      
Elite League
1. Poole Pirates      
2. Eastbourne Eagles      
3. King’s Lynn Stars      
4. The Lakeside Hammers      
5. Coventry Bees      
6. Peterborogh Panthers      
7. Belle Vue Aces      
8. Wolverhampton Wolves      
9. Birmingham Brummies      
10. Swindon Robins      
Elitserien
1. Piraterna Motala      
2. Indianerna Kumla      
3. Hammarby Sztokholm      
4. VMS Elit Vetlanda      
5. Valsarna Hagfors      
6. Vargarna Norrkoeping      
7. Dackarna Malilla      
8. Vastervik Speedway      
Zdjęcie tygodnia
 
Klasyfikacja SGP
1.  Greg Hancock  
2.  Andreas Jonsson  
3. Jarosław Hampel  
4. Jason Crump  
5.  Tomasz Gollob  
6. Emil Sajfutdinow  
7.  Kenneth Bjerre  
8. Chris Holder  
9. Fredrik Lindgren  
10. Nicki Pedersen  
11.  Chris Harris  
12.  Antonio Lindbaeck  
13.  Bjarne Pedersen  
14.  Peter Ljung  
15.  Hans Andersen  
Partnerzy

Pomóż
Ostatni wywiad
   Paweł Strugała: Chcę skontaktować się z prezesami Unii

Od kilku lat na torach lodowych pojawia się Paweł Strugała. Jeszcze w ubiegłym sezonie startował z licencją szwajcarską, ponieważ tam mieszka i ma swoich sponsorów. Podczas styczniowej rundy Golden Spike Series w Weißenbach zadebiutował z polskim „prawem jazdy”. Numer dwa reprezentacji Polski zgodził się odpowiedzieć naszej redakcji na kilka pytań.

  Więcej wywiadów
Ostatni felieton
   Rosyjska pułapka

Lubimy teorie spiskowe. Nawet jeśli jakąś historię opowiedzianą przez “wariata” uważamy za absurdalną, czy wręcz głupią, to chętnie jej słuchamy. Choćby po to, żeby się pośmiać. I ja taką historię chciałbym wam, moi drodzy czytelnicy, przedstawić. Jej ocenę pozostawiam waszej inteligencji.

  Więcej felietonów
Ostatni artykuł
   Przemysław i Piotr Pawliccy

Młodzi Pawliccy początkowo interesowali się bardziej jazdą konną i skokami przez przeszkody. Trudno się temu dziwić, gdyż rodzina ma ranczo Dajana w Lesznie, a tam żywot wiedzie blisko 30 koni. Z czasem Przemka i Piotra zaczęło ciągnąć jednak w stronę żużla. Rodzina podzieliła się więc sympatiami: Wioletta Pawlicka i córka Dajana pozostały przy miłości do koni, a chłopacy z ojcem rozwijali miłość do koni mechanicznych.

  Więcej artykułów
Design by Danno - Copyright by eSpeedway.pl - Engine by wmaster.eu
statystyka