eSpeedway.pl | To co kochasz - żużel
eSpeedway.pl - Współpraca - Reklama - Redakcja
Kibiców online: 746
eSpeedway.pl - Ogólnopolski Portal Żużlowy
eSpeedway Team
Reklama
Reklama
Pomóż
Współpraca

  Artykuły

  Pierwsza rocznica śmierci Kelly’ego Morana
 2011-04-04 22:45:35  Patryk Rojek    inf.własna/YouTube

Dziś mija pierwsza rocznica śmierci jednego z najbarwniejszych żużlowców lat 80-tych Kelly Morana. Jellyman odszedł 4 kwietnia 2010 roku w wieku 49 lat. Wcześniej zmagał się z poważną chorobą płuc. Kibice zapamiętali Kelly’ego jako niebywałego stylistę i wielkiego wojownika, stąd też wziął się jego drugi przydomek - The Wizard of Balance.

Kelly rozpoczynał swoją przygodę od startów na minibikach. Wspólnie z bratem, Shawnem startował w cyklu turniejów dla młodych chłopców. Później przyszła kolej na poważniejsze ściganie. Obaj trafili pod skrzydła Barry’ego Briggsa i tam doskonalili swoje umiejętności. W 1978 roku Kelly zadebiutował w lidze angielskiej, przez pierwsze dwa sezony bronił barw zespołu Hull Vikings. Po dwóch latach przeniósł się do Birimingham - jak się później okazało jedynie na rok. Najlepsze lata spędził w Eastbourne, gdzie startował w latach 1981-82. Dość niespodziewanie w 1983 roku Jellyman zrezygnował ze startów na Wyspach i powrócił do Stanów Zjednoczonych. Po czterech latach znów przybył do Anglii, startował w barwach Shieffield, Belle Vue i Swindon

Kelly nie miał szczęścia do wielkich imprez, szczególnie tych indywidualnych. Nigdy nie dane mu było stanąć na podium indywidualnych mistrzostw świata, choć początek kariery wyglądał obiecująco. Jellyman zadebiutował w 1979 roku podczas finału rozgrywanego w Chorzowie na Stadionie Śląskim. Młodziutki wówczas Kelly był sensacją imprezy zdobywając 11 punktów. Ostatecznie zajął czwarte miejsce. - Kelly w ogóle nie był zdenerwowany, bo nie sądził, że ma jakiekolwiek szanse w tej stawce - mówił Ivan Mauger, zwycięzca tych zawodów. - On zatrzymał Zenona Plecha przed zwycięstwem w całym turnieju. Przez cały wyścig trzymał nogę lekko uniesioną w górze. To był fantastyczny speedway. Musieliśmy zapłacić sporą sumę kierownictwu Hotelu Novotel, ponieważ Kelly złożył autografy na meblach obitych białą skórą. To był niebywały talent, ale czasem swoim zachowaniem powodował spory ból głowy - mówi Ian Thomas, ówczesny promotor Hull Vikings. Sam Kelly opisuje swój występ w Chorzowie jako jeden z najlepszych w karierze. - Tamten finał był moim najlepszym w całej karierze. Na stadionie znalazło się około 100 000 kibiców i chyba nikt nie spodziewał się, że pójdzie mi tak dobrze. Dla mnie było to szczególnie ważne, ponieważ równo rok wcześniej leżałem w szpitalu ze złamanym kręgosłupem - wspomina Kelly.

Cztery lata po pamiętnym finale na Stadionie Śląskim Kelly znów znalazł się wśród najlepszych żużlowców świata. Tym razem areną zmagań był Stadion Coliseum w Los Angeles. Z oczywistych względów tamten finał był szczególny dla wszystkich zawodników wywodzących się z USA, w tym także dla Kelly’ego. Po czterech startach Jellyman miał na swoim koncie 9 punktów i ogromne szanse na medal. W swoim ostatnim biegu przez moment Kelly znajdował się na prowadzeniu, niestety został wyprzedzony przez Lesa Collinsa. Zakończył więc udział w finale z 11 punktami. Taki dorobek gwarantował mu miejsce w pierwszej trójce pod warunkiem, iż w ostatnim biegu inny Amerykanin, Dennis Sigalos zdobędzie maksymalnie dwa punkty. - Pamiętam, że mocno dopingowałem Siggy’ego (Dennis Sigalos - dop. Autora) - wspomina Kelly. - Wtedy mój mechanik mnie zapytał: „Dlaczego go dopingujesz?” Odpowiedziałem: „No spójrz przecież to Siggy i walczy o zwycięstwo”. Odparł, że gdyby przyjechał drugi, wówczas zmierzyłbym się z nim w dodatkowym wyścigu o trzecie miejsce. W ogóle nie zdawałem sobie z tego sprawy - przyznaje Jellyman. Taki właśnie był Kelly, zupełnie naturalny i spontaniczny w podejściu do żużla. Nigdy nie przejmował się zbytnio wydarzeniami na torze. - On nie był osobą, która się denerwuje podczas zawodów - wspomina Ivan Mauger. - Nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek tak było. Był po prostu luzakiem, całe życie było dla niego zabawą i wydaje mi się, że nadal tak jest - wspominał jeszcze kilka lat temu sześciokrotny mistrz świata. Inny legendarny żużlowiec, Barry Briggs świetnie znał Jellymana. - Znałem Kelly’ego jako młokosa, gdy zaczynał karierę w Stanach Zjednoczonych. To był wspaniały zawodnik, jednak nigdy nie był odpowiednio zorganizowany - twierdzi.



Jeden z wyścigów pamiętnego Finału rozgrywanego w Kalifornii.

Ostatni Finał Indywidualnych Mistrzostw Świata, w jakim wystartował Kelly Moran odbył się w 1984 roku w Goeteborgu. Po raz trzeci w karierze Kelly ukończył ten najważniejszy turniej na czwartym miejscu! To właśnie The Wizard of Balance pozbawił szans na zwycięstwo w tych zawodach Hansa Nielsena, pokonując Profesora z Oxfordu w kluczowym wyścigu tego turnieju. Później Wielki Hans napisał w swojej biografii. – Źle wystartowałem w tym biegu, podczas kiedy Erik znalazł się tuż przede mną na pierwszym wirażu. W to wszystko wmieszał się Kelly Moran, który na drugim wirażu w niewiarygodny sposób wszedł pod mój łokieć. To kosztowało mnie utratę tytułu mistrzowskiego - napisał Nielsen. Mimo, iż był to trzeci turniej o tytuł mistrza świata, w którym zajął czwarte miejsce Kelly był usatysfakcjonowany rezultatem. - Byłem całkiem zadowolony z tego wyniku. Oczywiście chciałem znaleźć się w pierwszej trójce, jednak czwarte miejsce wcale nie było złe - komentował w charakterystyczny luźny sposób tamte zawody. – Wyścig piętnasty, w którym rywalizowałem z Nielsenem i Gundersenem był naprawdę emocjonujący. Tak byli zajęci walką ze sobą, że kompletnie o mnie zapomnieli - dodaje.

Tamten Finał na Stadionie Ullevi był ostatnim w karierze Kelly’ego Morana. Mimo olbrzymiego talentu nigdy nie udało mu się zdobyć złotego medalu. Nigdy też nie stanął na podium IMŚ. Dlaczego? Barry Briggs stwierdził kiedyś, iż Kelly był najwspanialszym wojownikiem na torze, zaraz później dodał jednak, iż to zbyt mało, aby zostać mistrzem świata. - Nie da się wyprzedzać w każdym wyścigu. Kiedy staje się pod taśmą, należy się mocno skoncentrować, w innym wypadku jest się przegranym już na początku wyścigu. On naprawdę był świetnym zawodnikiem, ogromnie utalentowanym, wyprzedzanie na dystansie przychodziło mu zupełnie naturalnie, jednak aby zostać mistrzem świata potrzeba czegoś więcej - mówił pięciokrotny mistrz świata.

Próbka umiejętności Kelly'ego Morana

Znacznie większe sukcesy Kelly święcił w rozgrywkach parowych i drużynowych. W 1986 wspólnie z Samem Ermolenko wywalczył srebrny medal Mistrzostw Świata Par. Rok później w tym samym składzie duet USA zajął trzecie miejsce. W latach 80-tych Amerykanie obok Duńczyków byli największą siłą w Drużynowych Mistrzostwach Świata. Kelly był jednym z autorów tamtych sukcesów. Wspólnie z kolegami dwukrotnie sięgał po złoto w 1982 i 1990 roku. W 1988 żużlowcy ze Stanów Zjednoczonych zajęli drugie miejsce, a w latach 1984 i 87 zajmowali trzecie miejsce. Jednym z najbardziej pamiętnych Finałów Drużynowych był turniej z 1990 roku, który odbył się w Pardubicach. W swoim pierwszym wyścigu Kelly przyjechał daleko z tyłu. - Chyba ciągle nie doszedł do siebie po wczorajszej nocy i dlatego tak słabo pojechał - mówił wówczas Billy Hamill, jeden z członków zespołu.  – On nawet nie chciał brać udziału w treningu, tylko od razu iść na imprezę. Dopiero Craig (Craig Cummings – dop. Red), przekonał go, aby pozostał i wziął udział w sesji treningowej - dodaje. - Po pierwszym nieudanym starcie  John Scott (ówczesny menadżer drużyny USA – dop. Red.) zamierzał wycofać go z kolejnego biegu, jednak Kelly przekonał go, by dał mu jeszcze jedną szansę - dodaje Billy.

Craig Cummings ówczesny mechanik Kelly’ego tak wspomina tamten moment. - Zaszokował nas swoim pierwszym startem - potwierdza. - Podszedł do mnie po tym biegu i w charakterystyczny wesoły dla siebie sposób i powiedział: „Uważasz, że jestem do d… prawda?” Ja odpowiedziałem „Nie. Wiem doskonale, że tak nie jest”.  W tym momencie on odparł „No to patrz teraz”. Wyjechał na tor i już do końca zawodów nie stracił żadnego punktu! Wywalczył 12 punktów w czterech startach. W pierwszym biegu był daleko z tyłu nie nawiązując nawet kontaktu z pozostałą trójką i nagle powrócił do życia. Myślę, że był jedynym zawodnikiem, który zdołał zwyciężyć swój wyścig startując z czwartego toru, a tamtejszy obiekt jest niezwykle szeroki i potrzeba przejechać jakieś 30 metrów ekstra, żeby znaleźć się przed wszystkimi w pierwszym łuku. Kelly tego dokonał - niebywałe. Pokazał cały swój talent podczas tamtych zawodów - powiedział Cummings. Kelly poprowadził zespół Stanów Zjednoczonych do złotego medalu.

Kelly zakończył swoją karierę w 1992 roku. W pewnym momencie kariery stwierdził po prostu, że zajmie się czymś innym. Okazjonalnie brał udział jeszcze w kilku turniejach, jednak do wielkiego ścigania już nie wrócił. Dla wielu kibiców i zawodników, to jedna z ikon lat 80-tych. Zawodnik obdarzony niebywałym talentem, a przy tym niezwykle sympatyczny i otwarty na innych. - Nigdy nie spotkałem osoby, która nie darzyłaby ich sympatią - mówi Craig Cummings o braciach Moran. - Nawet Kenny Carter lubił tą dwójkę! Chociaż generalnie nienawidził Amerykanów, to Kelly i Shawn byli jego kumplami - dodaje.

Niestety nie będzie dane nam już dane podziwiać w akcji Czarodzieja Balansu. Kelly zmarł 4 kwietnia 2010 roku. Na zawsze pozostanie jednak w pamięci wszystkich fanów czarnego sportu jako jeden z ambasadorów speedwaya lat 80-tych.

Wspomnienie po Kelly Moranie



Cytaty zaczerpnięte z książki "The Moran Brothers" autor Brian Burford.

Relacje Live

ELITE LEAGUE

Belle Vue Aces - Eastbourne Eagles
poniedziałek, godzina 20:30

Peterborough Panthers - Birmingham Brummies
poniedziałek, godzina 20:30

KNOCKOUT CUP

Wolverhampton Wolves - Poole Pirates
poniedziałek, godzina 20:30

Współpraca



Patronat medialny
Tabele ligowe
 Enea Ekstraliga
1. Azoty Tauron Tarnów  6 11  +69
2. Stal Gorzów Wlkp.  5  8  +68
3. Unia Leszno  5  7  +10
4. Unibax Toruń  5  6  +26
5. Polonia Bydgoszcz  6  6  +7
6. Lotos Wybrzeże Gdańsk  6  4  -34
7. Betard Sparta Wrocław  6  4  -39
8. Stelmet Falubaz Zielona Góra  3  3  -2
9. Dospel Włókniarz Częstochowa  6  2  -66
10. PGE Marma Rzeszów  4  1  -39
I Liga
1. Lechma Start Gniezno  6 10  +24
2. Orzeł Łódź  6 7  +45
3. GTŻ Grudziądz  4 5  +2
4. Lokomotiv Daugavpils  5 4  -18
5. Ostrovia Ostrów Wlkp.  5 4 -37
6. Lubelski Węgiel KMŻ  4 3  -16
II Liga
1. Kolejarz Rawag Rawicz  6 10 +52
2. Kolejarz Opole  6 7  +29
3. ROW Rybnik  6 7 +28
4. KSM Krosno  6 6  -25
5. Victoria Piła  6 5  -54
6. Wanda Kraków  6 4  -27
Elite League
1. The Lakeside Hammers  8  20 +87
2. Eastbourne Eagles  10  16  -4
3. Poole Pirates  5  14  +31
4. Swindon Robins  6  12  +22
5. Birmingham Brummies  5  10  +14
6. Coventry Bees  7  9  +1
7. King’s Lynn Stars  8  8  -5
8. Peterborogh Panthers  6  8  -25
9. Wolverhampton Wolves  5  6  -8
10. Belle Vue Aces  6  0  -113
Elitserien
1. Dackarna Malilla  3  6  +24
1. VMS Elit Vetlanda  3  6  +24
3. Piraterna Motala  3  4  -4
4. Vargarna Norrkoeping  2  2  +2
5. Valsarna Hagfors  3  2  -6
6. Vastervik Speedway  3  2  -8
7. Indianerna Kumla  3  0  -16
8. Hammarby Sztokholm  2  0  -18
Pamięci Lee Richardsona
 
Klasyfikacja SGP
1. Jason Crump  44
2. Greg Hancock 43
3. Tomasz Gollob  43
4. Nicki Pedersen  41
5. Jarosław Hampel  39
6. Chris Holder  35
7. Antonio Lindback
 26
8. Emil Sayfutdinow  25
9. Fredrik Lindgren  22
10. Andreas Jonsson  20
11. Hans Andersen  17
12. Kenneth Bjerre 15
13. Bjarne Pedersen 15
14. Peter Ljung  15
15. Chris Harris  14
Partnerzy

Ostatni wywiad
   Mirosław Jabłoński: Ucze się Ekstraligi i płacę frycowe

Mirosław Jabłoński był liderem Dospelu CKM Włókniarz Częstochowa w niedzielnym spotkaniu przeciwko Unibaksowi Toruń. Popularny Miras zdobył dla Lwów, aż dziesięć punktów z bonusem, lecz nie udało mu się odnieść indywidualnego zwycięstwa. Jak przyznał po meczu, ciągle uczy się jazdy w Ekstralidze i płaci frycowe.

  Więcej wywiadów
Ostatni felieton
   SMS-y i śmierć

Śmierć Lee Richardsona pokazała, jak moralnie zepsuta jest nasza żużlowa ekstraliga. Umarł człowiek, a w Gorzowie w najlepsze bili się o ligowe punkty. Falubaz miał nadzieję odrobić straty, bo przecież w innym razie kierownictwo drużyny nie zrobiłoby rezerwy taktycznej (dziwi mnie, że ktoś w ogóle miał do tego głowę).

  Więcej felietonów
Ostatni artykuł
   Świat żużla w żałobie

Ubiegła niedziela to jeden z najczarniejszych dni ostatnich lat dla fanów speedwaya. Po upadku na torze we Wrocławiu do szpitala odwieziony został Lee Richardson, gdzie kilka godzin później stwierdzono jego zgon. Dziś postaram się opisać wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich dniach. 

  Więcej artykułów
Pomóż
Design by Danno - Copyright by eSpeedway.pl - Engine by wmaster.eu
statystyka