SGP-SON-U21
Jesteśmy normalną rodziną - rozmowa z Karoliną Jaguś
2007-07-21 22:43:39 Michał Olkiewicz www.wieslawjagus.pl

Portal eSpeedway.pl wraz ze stroną
Wiesława Jagusia kontynuuje cykl wywiadów z osobami otaczającymi popularnego
Jagodę. Po mechaniku
Przemysławie Kłosie przyszedł czas na rozmowę z partnerką życiową Wiesława -
Karoliną Jaguś.
- Jak to jest być partnerem życiowym wielkiego sportowca?
- Nie lubię takich pytań. Jesteśmy normalną, kochającą się i wspierającą w trudnych chwilach rodziną. Ale wiem, że mi nie odpuścisz, więc odpowiem wprost - Jest to na pewno miłe. Gdy idziemy przez miasto kibice nas rozpoznają i dają upust swojej sympatii wobec Wiesia. Są jednak i minusy, wśród których najgorszy jest chyba stres związany z niebezpieczną dyscypliną sportu, jaką jest żużel.
- Mówi się, że mężczyzna powinien być głową rodziny - czy można powiedzieć, że Wiesław jest szefem w waszym domu?
- Jasne, Wiesław jest mózgiem, a ja jego rękami do wykonywania różnych spraw.
- Zatem, czy Wiesiek decyduje o większości spraw w codziennym życiu Państwa Jaguś?
- Nie, u nas w domu decyzje zapadają raczej wspólnie. Mieszkamy przecież już razem bardzo długo i przez te wszystkie lata nie da się uniknąć wspólnych decyzji. Prawdą jest jednak, że z codziennymi sprawami muszę radzić sobie sama, bo Wiesia zbyt często nie ma w domu. Jednak ważne sprawy zawsze wspólnie konsultujemy i decyzja jest zawsze naszym wspólnym stanowiskiem w danej sprawie.
- Jakim mężem jest Wiesław?
- Najlepszym - proszę następne pytanie.
- OK. To może zapytam tak: jaką kuchnię lubi mąż i jakie są jego ulubione potrawy?
- Wiesiu jest wszystko jedzący. Chyba lubi to co mu ugotuję, bo gdy wraca z zawodów czasem dzwoni i mówi na co ma ochotę.
Co do konkretnych potraw to trudno mi jednoznacznie powiedzieć, która jest tą jedną ulubioną, ale na pewno mogę powiedzieć, że Wiesiu jest fanem wszelkiego rodzaju zup i warzyw. To jest to, co lubi najbardziej.
- Wiesław lubi łowić ryby - czy towarzyszy mu Pani podczas połowów?
- Nie cierpię łowić ryb. Wolę nasz przydomowy ogródek. Jednak Wiesia to relaksuje i nie mam nic przeciwko temu, aby w ten sposób spędzał wolny czas. Poza tym Kuba czasem towarzyszy tacie podczas wędkowania, a tak jak powiedziałam wcześnie Wiesiu w sezonie nie ma za wiele czasu, żeby poświecić go dzieciom, więc na pewno te wyprawy wpływają pozytywnie na znalezienie wspólnego języka przez moich dwóch chłopaków.
- Wspomniała Pani o wolnych chwilach, i że nie ma ich za wiele w sezonie. Jeśli jednak nadarzy się okazja, gdzie lubicie wypoczywać?
- Uwielbiam morze. Często jeździmy na Półwysep Helski (Władysławowo), a ostatnio byliśmy w Jastrzębiej Górze. Zimą lubimy pojechać do Zakopanego. Nie są to jednak długie "wypady", bo czas na to nie pozwala, ale potrafimy znaleźć dla siebie 4-5 dni, żeby być razem.
- Padło też słowo o dzieciach. Macie Państwo syna - czy pójdzie w ślady taty, a może to córka będzie kolejną kobietą dosiadającą żużlowego rumaka?
- Tak, mamy dwójkę wspaniałych pociech: Paulinę i Jakuba. Paulinka ma raczej usposobienie taty i to chyba ona prędzej wsiądzie na motocykl niż Kuba (śmiech). Ale na jazdę córki raczej nie wyraziłabym zgody, co do Kubisia, jeśli tylko będzie chciał to na pewno się zgodzę. Przecież będzie miał doskonałego nauczyciela. Jednak wątpię, aby syn poszedł w ślady taty. Pasją Kuby są maszyny rolnicze. Poza tym on jest delikatnym i wrażliwym chłopcem, a do żużla potrzeba twardzieli. Nie oznacza to ze jest jakąś "ciapą", wręcz przeciwnie ma charakter i potrafi dać w kość, ale w przeciwieństwie do Pauliny jest spokojnym dzieckiem.
- A jak dzieci radzą sobie z popularnością taty?
- Kuba jest jeszcze trochę za mały, żeby wiedzieć co się tak naprawdę dzieje. Paulina z kolei jest dużą i rozumną dziewczynką. Interesuje się żużlem, zwłaszcza Grand Prix i z cierpliwością opowiada kolegom w szkole o sukcesach i porażkach taty. Myślę, że jest z niego bardzo dumna.
- No dobrze, zostawmy sferę rodzinną. Porozmawiajmy o żużlu.
- Wiedziałam, że w którymś momencie padną te pytania, ale pytaj.
- Czy zajmuje się Pani jakimiś sprawami związanymi z profesją Wiesława?
- Nie, nic z tych rzeczy. Wiesław ma wszystko doskonale poukładane. Ma świetnych ludzi wokół siebie i Mirka (menedżer), który we wszystkim mu pomaga. Team Wiesia po tylu latach startów to trochę taki "samograj", który poprzez ciągłe samodoskonalenie jest coraz bardziej efektywny.
Nie oznacza to jednak, że jestem zupełnie odcięta od spraw zawodowych męża. Czasem trzeba odebrać lub wysłać faks, czy e-mail. Poza tym można powiedzieć, że podczas nieobecności Wiesia jestem jego osobistą sekretarką, która odbiera telefony i udziela informacji.
- Jak, każdy żużlowiec "Jagoda" dużo jeździ po świecie z turnieju na turniej. £atwiej Pani oglądać zawody na żywo, czy słuchać relacji na odległość.
- Zanim urodził się Kubuś, często towarzyszyłam Wiesiowi podczas zawodów, jednak od pewnego czasu skupiam się na śledzeniu relacji w radiu czy TV. Ostatnio doszedł Internet. Ale tak naprawdę wolę obejrzeć zawody na żywo.
- Jak wygląda żużlowy tydzień Wiesława w Pani wyobrażeniu?
- Jak powiedziałam nie zajmuję się sprawami Wiesia. Dla mnie, gdy zacznie się sezon to praktycznie cały czas są zawody. Wiadomo w niedzielę - zawody w Polsce, we wtorek - w Szwecji, w czwartki miała być Rosja, a w soboty Grand Prix, w międzyczasie jeszcze jakieś inne turnieje. Trudno znaleźć miejsce na wspólne chwile, w których będziemy odcięci od żużla. Ale cóż, jeszcze 10 lat i Wiesiu zjedzie z żużlowego toru, a wówczas będziemy mieli czas tylko dla siebie.
- A jak zachowuje się Wiesław przed zawodami i po nich?
- Przed zawodami jest bardzo spokojny, ale to chyba tylko pozory, bo przez tyle lat bycia razem, wiem doskonale, kiedy Wiesiu jest nerwowy, a kiedy ukrywa nerwy pod płaszczykiem spokoju. Staramy się wówczas zapewnić mu jak największy luz i spokój, żeby mógł się skoncentrować i naładować pozytywną energią przed zawodami. Z kolei po zawodach jest różnie. Wiadomo, jak wszystko pójdzie po myśli teamu to jest wielka radość. Jednak jak Wiesiu pojedzie słabiej, to stara się nie przenosić swoich niepowodzeń do domu. Po prostu rozmawiamy wówczas bardzo krótko o nieudanych zawodach i staram się pocieszyć Wiesia. Bo przecież w sporcie nie zawsze się wygrywa.
Ogólnie muszę po nieudanych zawodach być takim domowym psychologiem, który poprawi kiepskie samopoczucie.
- Czy ma Pani jakiś sposób na zrelaksowanie Wiesława?
- śmiech ... spokój i jeszcze raz spokój.
- Ten sezon w pewnym momencie był dość trudny dla Was. Mam tu na myśli pechowe zawody w Szwecji. Jaka pierwsza myśl przyszła Pani do głowy na temat Nicki Pedersen po faulu na Wiesławie?
- To co pomyślałam trzeba ocenzurować. Wiesław do zawodów w Szwecji przygotowywał się bardzo solidnie. Wiedział doskonale, że ten turniej ustawi go w klasyfikacji przed kolejnymi zawodami GP. Zakładaliśmy w domu, że Wiesiu zajmie drugie lub trzecie miejsce. Co umocni jego pozycję w klasyfikacji generalnej przed GP w Anglii. Założenia były takie, ponieważ Wiesiek nie jeździł na sztucznych torach i nie był pewien jak mu pójdzie, dlatego było tak ważne, żeby wypracował sobie bezpieczną przewagę nad rywalami. Niestety, Pedersen zniweczył w jednej chwili wszystko, na co ciężko pracował cały sztab ludzi.
- Czy doradzała Pani Wiesiowi w podjęciu decyzji o powrocie na tor? Czy była to Pani zadaniem słuszna decyzja?
- Odradzałam Wiesiowi starty bezpośrednio po upadku. Jednak lekarze nie widzieli przeciwwskazań i to ich Wiesiu posłuchał. Jak się okazało nie było to trafione posunięcie i skończyło się na dłuższej przerwie w startach. Teraz na szczęście jest już dobrze i mąż może robić to co lubi najbardziej, czyli wygrywać.
- W rodzinie Jagusiów mieliśmy jeszcze jednego żużlowca - Marcina. Jak odbierała Pani starty szwagra i czy w jakiś sposób Pani go wspierała?
- Marcin jest niezwykle sympatycznym chłopakiem. Jednak nie miał takiej smykałki do tego sportu jak brat. Trzeba też przyznać, że Marcin miał sporo pecha, bowiem ilością kontuzji jakie odniósł na żużlowym torze można by wpisać go do księgi Guinnesa. Myślę, że Marcin był trochę na siłę pchany w ten żużlowy świat, a i on sam ulegał presji otoczenia, że skoro jego brat może to on też musi. Teraz Marcin znalazł chyba zajęcie, w którym się realizuje i dobrze, bo w życiu trzeba robić to, co sprawia człowiekowi przyjemność.
- No i już ostatnia kwestia. Czy często odwiedza Pani stronę internetową Wiesia?
- Tak staram się na bieżąco śledzić to co dzieje się na stronie. Wspólnie z córką, która chyba lepiej ode mnie zna sztuczki w Internecie, śledzimy to co dzieje się w żużlowym światku, a także z zaciekawieniem czytamy po każdych zawodach na stronie Wiesia komentarze kibiców.
- No właśnie co Panią najbardziej irytuje w kibicach nie tylko tych odwiedzających stronę Wiesława?
- Z kibicami jest tak jak w przysłowiu "£aska kibica na pstrym koniu jeździ". Doskonałymi kibicami w moim odczuciu są sponsorzy Wiesia, oraz ci którzy nie zwątpili w męża po upadku w Szwecji. Szanujemy kibiców wymagających, ale nie takich którzy oczekują rzeczy niemożliwych lecz rozumieją, że żużel to niebezpieczny sport, a o wyniku nie zawsze decyduje sam zawodnik. Dlatego cieszę się, że w naszym otoczeniu są tacy ludzie.
A w kibicach irytuje mnie brak wiary w sukces. Nie cierpię ludzi, którzy klepią po plecach i ustawiają się w pierwszym rzędzie do zdjęcia, gdy zawodnik jest na szczycie. Jednak, gdy z tego szczytu choć trochę spadnie zostawiają go na bocznym torze. To właśnie w trudnych sytuacjach, każdy sportowiec potrzebuje wsparcia kibiców i najbliższych. Irytowało mnie, gdy czytałam po upadku w Szwecji, że to już koniec kariery Wieśka. Ja znam go najlepiej i wiem, że Wiesiu tak łatwo się nie poddaje i jeszcze niejednemu mistrzowi utrze nosa na torze.
- Dziękuję za rozmowę, życzę powodzenia.
- Również dziękuję i proszę przekaż kibicom, żeby trzymali kciuki za Wiesia.
Rozmawiał: Andrzej Kowalski