Pokażę mu, jak się jeździ...- rozmowa z Zenonem Kasprzakiem
2007-06-01 20:27:51 Małgorzata Szulc inf.własna/Kasperacing.com
W minionym tygodniu, za pośrednictwem oficjalnej strony braci Kasprzaków, mogli Państwo zadawać pytania członkom Kasperacing Team. Dziś pierwsza część rozmowy, której bohaterem będzie ojciec sukcesu Krzysztofa i Roberta, Zenon Kasprzak. Przypomnijmy, że autorami pytań są kibice, których zapraszamy do przeczytania odpowiedzi na zadane przez nich pytania!Przeszłość...
- Ciekawi mnie, kto jako pierwszy zaprowadził Pana Zenka na stadion i kto zaraził Go żużlem?
- Z mojej wioski jeździł Kaziu Adamczak. Wtedy razem z Jankesem jeździli w Anglii i wtedy ja właśnie zacząłem przyjeżdżać na stadion. Jankes był zawodnikiem Hackney i zawsze sobie myślałem, jak ja bym chciał mu uścisnąć dłoń. Pamiętam, że przywiózł mi pierwsze siodełko z Anglii- zdałem wtedy licencję i dał mi takie siodełko z flagą angielską, na którym jeździłem chyba z 10 lat!
- Wraca Pan czasami wspomnieniami do tych lat, kiedy to Pan startował na torach żużlowych?
- Co mecz! Jak widzę, jak Robert źle jedzie, to zawsze mu mówię, żeby dał mi motocykl i pokażę mu, jak się jeździ.
- Które z sukcesów są dla Pana ważniejsze? Te, które sam Pan zdobył, czy te, po które do tej pory sięgnęli Krzysztof i Robert?
- Chyba te, które zdobyłem sam, bo to przyszło mi trudno. Te, które oni zdobywają, to zawsze jest większa nerwówka, bo nigdy nie wiadomo, co wykombinują, jak wyjeżdżają pod taśmę. A ja wiedziałem na co mnie stać!
- Jeździ Pan jeszcze czasem na motocyklu, czy całkowicie oddał Pan pierwszeństwo w tej kwestii synom?
- Jeździłem w zeszłym roku w Dąbczu, ale jeszcze się chętnie przejadę.
- Pańska przygoda z żużlem skończyła się właściwie z dnia na dzień, bo całkowicie poświęcił się Pan synom. Nie było żadnego turnieju pożegnalnego- może jeszcze nie jest za późno, aby taki turniej zorganizować?
- Miał być wspólny turniej dla mnie i dla Romka Jankowskiego. Miał on zostać zorganizowany przez klub jakieś 5 lat temu, ale jakoś nie wyszło. Roman poszedł do Warszawy i nie wypaliło. Teraz to już jest za duża odległość czasu, także myślę, że byłoby to już bez sensu.
Teraźniejszość...
- Na czym polega fenomen Kasprzaków? O Was się bez przerwy mówi- dobrze lub źle, ale bez przerwy! Można Was kochać albo nienawidzić, ale nie można być obojętnym. Pół stadionu w Lesznie nosiła by Was na rękach, a druga połowa utopiłaby Was w łyżce wody. Wystarczy jedna wypowiedź jednego z członków teamu, aby poruszyć lawinę…
- Zawsze są tacy kibice, którzy albo Cię kochają albo nie. Jedni są z Tobą, drudzy przeciwko. Dużo jest też może takich ludzi, którzy może po prostu zazdroszczą, że w naszej rodzinie tak dobrze się układa. My tak po prostu mamy.
- Dużo się mówiło na początku kariery Krzysia o rywalizacji między teamem Kasprzaków, a teamem Jankowskich. Wśród kibiców krążyły różne informacje, typu wymuszanie na trenerze wstawiania do składu tego, a nie innego zawodnika. Ile w tym jest prawdy?
- Nie, tak nigdy nie było. £ukasz zawsze był lepszym startowcem od Krzycha. £ukasz był starszy, a gdy wyszedł z wieku juniorskiego, jakby zabrakło miejsca dla Niego. Dużo też na pewno zaważyły kontuzje, które £ukasza spotykały dość często.
- Jacy są według Pana Krzysztof i Robert na torze?
- Strasznie dużo kontuzji Krzysztof miał do tej pory, ale gdyby miał On więcej rozwagi w sobie i jechał z głową i tak, jak ja mu mówię, dziś byłoby bez tego opatrunku na palcu. A mówię mu, jedziemy bez wypadku- 10 punktów i nic więcej w każdym meczu. To nie, On musi robić max! Jeszcze ma taką młodzieńczą fantazję, której ja nie mogę opanować. Robert gdyby miał troszeczkę z Jego brawury…Właśnie Krzychowi ująć, Robertowi dodać i byłoby dobrze.
- Panie Zenku, jakim cudem wytrzymuje Pan z tymi dwoma łobuzami?
- Sam nie wiem!
- Co sądzicie o bezpieczeństwie w żużlu w świetle minionej tragedii, jaka miała miejsce w Krośnie?
- Według mnie nie powinno być dzisiaj żadnych zawodów żużlowych, jeśli nie ma band dmuchanych. Jest to największe bezpieczeństwo, jakie kiedykolwiek wymyślono na świecie. Powinien obowiązywać zakaz wyjazdu na tor, jeśli nie ma band dmuchanych- w każdej lidze na świecie.
- Czy skład Unii nie mógłby wyglądać tak: Adams, Batchelor, Hampel, Baliński, K. Kasprzak, Pavlic, R. Kasprzak?
- Skład drużyny, jest to, wydaje mi się, dyspozycja dnia, danego tygodnia, czy nawet miesiąca, także trener ma też trudny orzech do zgryzienia. Niekiedy zawodnik, który dobrze pojechał w Anglii, czy Szwecji przykładowo, może nie jechać w lidze polskiej. Tak więc jest to trudny temat- Anglia to inny chleb, Szwecja jest jeszcze gorsza pod względem spasowania i u nas jest inaczej. Ale według mnie to Szwecja w tym momencie chyba jest najtrudniejsza, bo są strasznie mocne składy w tych drużynach.
- Jak team Kasprzaków zapatruje się na postawę Roberta Miśkowiaka, biorąc pod uwagę wynik drużyny?
- Robert jest w strasznym dołku, a na Niego jest straszna presja wśród kibiców i wydaje mi się, że wśród zarządu także. Ja mu pomogę- zrobię mu teraz motocykle i się Nim zaopiekuję!
- Co sądzicie o Juricy Pavlicu?
- Fajny gość! Ja Go bardzo dobrze znam, bo znamy się już od dwóch- trzech lat, kiedy Jurica zaczynał. Z Jego ojcem mam bardzo dobry kontakt, tak samo Krzysztof i Robert dogadują się z młodym Juricą.
- A jakim zawodnikiem według Pana jest Troy Batchelor?
- Kiedy Troy przyjechał na trening do Leszna w minioną sobotę, zapytałem Go, czy mu w czymś pomóc, mniej więcej podpowiedziałem, jakie przełożenia ma zrobić na treningu. We Wrocławiu pojechał dobrze i muszę powiedzieć, że będą z Niego ludzie!
- Czy mógłby Pan pomóc Jarkowi Hampelowi przy sprzęcie? Bo widać że chłopak ma problemy.
- Na dzień dzisiejszy mam jeden silnik Roberta Miśkowiaka, a Jarek nie zwrócił się do mnie z tym problemem, także wydaje mi się, że ma dobry sprzęt.
Przyszłość...
- Myślał Pan może o tym, aby zostać jakby takim tunerem w ekipie leszczyńskiej?
- Myślę, że to już byłoby trudne. Gdyby coś nie wyszło, to wszyscy źle pojadą. Lepiej, że jest kilka źródeł. Ja mam czterech zawodników na głowie i to starczy!
- Wszyscy wiedzą, że jest Pan wspaniałym mechanikiem i jak nikt inny potrafi Pan przygotować silniki dla swoich synów. Ostatnio nawet z Pana usług korzystał Damian Baliński i bardzo z tej współpracy był zadowolony. Czy nie zastanawiał się Pan nad tym, aby zająć się tym na szerszą skalę i przygotowywać silniki dla innych żużlowców, jak to robi chociażby Graversen?
- Nie, dopóki Krzychu i Robert będą jeździć i im będę robił sprzęt. Do tego może jeszcze dojdzie Damian, może jeszcze jeden, maksymalnie dwóch zawodników. Pięciu to jest maksimum, dla których jedna osoba może przygotować motocykle.
- Dziękuję bardzo za rozmowę!
- Ja również dziękuję!
Rozmawiała: Małgorzata Szulc