
Zapraszamy Państwa do lektury wypowiedzi jakich udzielili nam aktorzy niedzielnego widowiska w
Lesznie, gdzie lider z
Torunia okazał się lepszy od osłabionej brakiem
Jarosława Hampela Unii Leszno.
Senne spotkanie, senna atmosfera w parkingu, ale to tylko pozory. Znając żywiołowość zawodników Unii Leszno i Unibaxu Toruń, był to tylko kamuflaż wynikający z cichych kalkulacji prezesów, co do ustawienia par ćwierćfinałowych. Bardzo dyplomatycznie o meczu wypowiedział się
Matej Zagar:
Spotkanie było bardzo trudne. Po raz pierwszy jechałem na tym torze. Na dodatek w ostatnim biegu zdefektował mi motocykl. Mogłoby być o wiele lepiej. Nie należy szukać winy w torze, który był przygotowany perfekcyjnie, ale jak już mówiłem, trudno jest się ścigać, gdy widzi się jakiś tor po raz pierwszy na oczy i to jeszcze w takim meczu. Jeszcze dyplomatyczniej wypowiedział się na temat tego, czy Unibax może w tym roku zdobyć złoty medal, tak jak to miało miejsce w 2001 roku:
Czy zdobędziemy złoty medal? Nie wiem, nie umiem przewidzieć przyszłości.
Po zakończonym spotkaniu
Adam Kajoch był bardzo zadowolony. W końcu zaprezentował się z dobrej strony, co z pewnością cieszy nie tylko kibiców i trenera, ale głównie samego zawodnika.
Troszkę się rozpędziłem i odbiłem się od dna, niżej upaść już nie można było. Ale chyba to moje dno sportowe na dobre mi wyszło. Na pewno duża w tym zasługa moich mechaników, Andrzeja Krawczyka i Andrzeja Cichego, a także moich sponsorów- hurtowni Gama. Dużo pomaga mi również dr Misiak, który od niedawna prowadzi mnie w przygotowaniu fizycznym i psychicznym do zawodów. Naprawdę duża w tym zasługa osób wymienionych wcześniej, że idzie mi tak, jak każdy widzi. Ja na pewno potrzebuję jeszcze kilka takich dobrych biegów, kilku sukcesów, bo wtedy dostaję skrzydeł. Wiadomo, że zera trochę mnie dołują, ale będę cały czas pracował nad tym, aby było jak najlepiej. Nie zwracałem uwagi na to, który z nas przyjechał pierwszy, czy ja, czy Leigh Adams, bo najważniejsze było to, że nasza para przywiozła w tym biegu podwójne zwycięstwo. I to, czy przyjechałem pierwszy, czy drugi, staje się w tym momencie mało ważne.
Konferencja prasowa dłuższa niż zazwyczaj, zaczęła się tradycyjnie od dwugłosu trenerskiego. Jako pierwszy o podsumowanie spotkania został poproszony
Jan Ząbik:
44:46, chłopaki spisali się na medal. Potrafili wykorzystać fakt braku w składzie Unii Leszno Jarka Hampela i zwyciężyć. Sam mecz był emocjonujący, biegi trzymały w napięciu, niektóre nawet do ostatnich metrów. Co mogę dodać? Może to, że wszyscy pojechali tak, jak trzeba. Dziękuje im, bo to bardzo ważne dla kibiców i sponsorów naszych, jest to swoistego rodzaju nagroda dla nich, za to, że w jakiś sposób włączyli się do budowania zespołu.
Standardowe pytanie w kierunku trenera zwycięskiej drużyny, zadał jeden z obecnych na konferencji dziennikarzy, o to, czy jakoś szczególnie zawodnicy z
Grodu Kopernika przygotowywali się do tego spotkania:
Nie. Znamy ten tor bardzo dobrze, on się praktycznie nie zmienia. A kluczem do zwycięstwa był Wiesiu, który po dwóch groźnych kontuzjach stanął na wysokości zadania i zrobił maksa, serdecznie mu za to dziękuję.
Czesław Czernicki z nieco posmutniałą miną, ale na pewno nie załamany. Zwycięstwo było o krok. Dzięki dobremu układowi pozostałych spotkań, Unia Leszno w ćwierćfinale zmierzy się z Włókniarzem Częstochowa, a nie z Unią Tarnów, z którą wszyscy otwarcie przyznawali, że nie mają ochoty się spotkać w play-off:
Gratuluję mojemu koledze, Janowi. Jak i Tobie Robercie (Kościesze- dop. aut.)
Ale również moim chłopakom, bo interes drużyny został przedłożony nad indywidualny zawodników. Ostatnie biegi dzisiejszego meczu, to była partia szachów, nie żużel. Mieliśmy pod kontrolą co się dzieje na innych stadionach. Nie ukrywam, że mój zespół zasłużył na to, ażeby jechać w pierwszej czwórce, a życzyłbym sobie, żebyśmy z ekipą Jana Ząbika spotkali się w finale.
Nie zabrakło obejrzenia się za siebie i rzut oka na przeszłość, jako zapowiedź ostrej walki w nadchodzących miesiącach:
Zimą, jadąc do szpitala, do Krakowa, zatrzymałem się w Lesznie i spotkałem się z prezesem Józefem Dworakowskim i wtedy powiedziałem mu, że walka o złoto rozegra się między mną, a Ząbikiem. I tak właśnie będzie.
Powiem jeszcze, że cieszę się, że jedziemy z Częstochową w ćwierćfinale. Regulamin jest równy dla wszystkich, akurat w ostatnich tygodniach to mnie dopadł pech i dzięki niemu, nie odczujemy go aż nadto. Z Włókniarzem już będzie lepiej, bo pojedzie zastępstwo zawodnika, a ja mam sprawdzonych wszystkich zawodników, łącznie z młodzieżowcami. Batchelor, Pavlic, Kajoch, wszyscy trzej są równorzędnymi zawodnikami. Pole manewru w brew pozorom mam spore. Przy zastępstwie za Jarka, mając do dyspozycji 4 juniorów, dwóch krajowych i dwóch zagranicznych, jest w czym wybierać.
Pierwszym z zawodników, który został
wezwany do tablicy był
Robert Kościecha. Dziennikarzy najbardziej interesowała jego zwyżka formy, która obserwować można w każdej z lig, w których startuje:
Jest naprawdę dobrze. Po dwóch groźnych kontuzjach, chyba udało mi się ustabilizować formę. Cały czas jednak dają mi we znaki te kontuzje. Podziękować jednak muszę zespołowi rehabilitacyjnemu, z którym miałem przyjemność współpracować. Myślałem, że już nie wyjadę na tor po złamaniu kości strzałkowej, a oni bardzo szybko postawili mnie na nogi. Jeździ mi się bardzo dobrze. Chciałbym spotkać się z Lesznem w finale, naprawdę obie drużyny na to zasługują. Tą dzisiejszą wygraną chciałem zadedykować moim sponsorom, ale także Jarkowi Hampelowi, który jest moim przyjacielem i chciałbym, aby jak najszybciej wrócił do zdrowia. - piękny gest Roberta Kościechy.
Na końcu, ale nigdy ostatni, mikrofon otrzymał
Leigh Adams, kapitan Unii Leszno:
Dziś był znakomity mecz. Strasznie brakowało nam Jarka. Jemu zadedykować mogę dzisiejszą walkę o zwycięstwo. Wygrali torunianie, czego im gratuluję. Osobiście cieszę się, że trafiliśmy na Częstochowę, bo mamy dużą szansę na pokonanie ich w ćwierćfinale. - niezwykła pewność i optymizm bucha z zawodników Unii Leszno, zobaczymy czy ma ona zastosowanie w rzeczywistości.
Drugie pytanie do
Scotta, był już raczej stonowane, na niwie rodzinnej:
Byłem z rodziną już w Lesznie. W zeszłym roku na moim testimonialu, jednakże wtedy byłem bardzo zdenerwowany i przejęty całym turniejem i nie mieliśmy czasu, aby trochę pozwiedzać. Dziś się to udało. Razem z całą rodziną byliśmy kilka dni w Poznaniu i tu w Lesznie.
Na końcu konferansjer zabawił się w małe typowanie wyników końcowych w tym sezonie, zapytał o to zawodników i tak
Robert Kościecha przyznał, że nie wie, kto będzie trzeci, ale w finale będzie Toruń i Leszno, a
Leigh Adams przytakując Polakowi, brązowy medal
wręczył ekipie z Rzeszowa.
Wypowiedzi zebrali: Małgorzata Szulc, Daniel Nowak i Adam Gbiorczyk.