eSpeedway.pl | To co kochasz - żużel
eSpeedway.pl - Współpraca - Reklama - Redakcja
Kibiców online: 221
eSpeedway.pl - Ogólnopolski Portal Żużlowy
eSpeedway Team
Reklama
Xtreme fitness
#MistrzJestJeden
Reklama
Współpraca

  SGP-SON-U21

  Speedway mam we krwi - rozmowa z Erikiem Gundersenem
 2009-09-03 08:13:24  Patryk Rojek    inf.własna

„Prawdziwy Zwycięzca” – to określenie pasuje jak ulał do Erika Gundersena, trzykrotnego Mistrza Świata, któremu fatalna kontuzja przerwała sportową karierę. Mimo to Erik nie poddał się i tak jak na torze żużlowym zawsze walczył do samego końca, tak też w życiu nie złożył broni i wygrał swój najtrudniejszy wyścig, wyścig o powrót do normalności.

Zacznijmy od samego początku, jak to się stało, że wybrałeś żużel?
- To było moim marzeniem już w dzieciństwie. Od zawsze uwielbiałem ten sport i byłem wielkim fanem żużla w Danii. Przełomową datą był rok 1971 kiedy Ole Olsen zwyciężył swój pierwszy tytuł Mistrza Świata. Postanowiłem także spróbować swoich sił i w wieku 17 lat rozpocząłem starty na motocyklach o pojemności 500ccm.

Czy pamiętasz swój debiut na torze?
Tak oczywiście. Jak mógłbym zapomnieć? To były zawody młodzieżowe. Na różnych obiektach rywalizowaliśmy o Mistrzostwo Danii Juniorów. Na torze w Vojens zwyciężyłem swój pierwszy tytuł w tej kategorii wiekowej. To było we wrześniu 1977 roku, zdobyłem wówczas 15 punktów. Pracowałem jeszcze jako mechanik samochodowy. Dwa miesiące później otrzymałem zaproszenie na starty w Anglii. Po dwóch latach w 1979, zakończyłem swoją pracę w Danii i przeniosłem się na Wyspy Brytyjskie.

W niecałe dwa lata później w 1981 roku wystartowałeś w swoim pierwszym Finale Indywidualnych Mistrzostw Świata. To chyba szczególna data dla Ciebie?
- Niezwykle miło wspominam tamten finał. W 1975 roku byłem obecny na Wembley, kiedy Ole Olsen wygrywał swój kolejny tytuł. Siedziałem w rzędzie nr 65, dookoła mnie tysiące kibiców. Marzyłem wtedy, aby kiedyś także znaleźć się tam na torze, mógłbym zająć nawet szesnaste miejsce to i tak byłoby coś fantastycznego. Moje marzenia spełniły się w 1981 roku kiedy stanąłem do rywalizacji o tytuł Mistrza Świata na torze Wembley. To było coś niesamowitego! Sam turniej był dla mnie bardzo udany, ustanowiłem wówczas rekord toru. To jedyny rekord jaki mi pozostał, bowiem wkrótce potem zaprzestano się ścigać na tym słynnym obiekcie.

Spisałeś się wówczas znakomicie, wywalczyłeś 11 punktów, zająłeś czwarte miejsce i wykręciłeś rekord toru. To fantastyczny wynik jak na debiut w największej imprezie żużlowej. Jednak gdyby nie defekt motocykla na prowadzeniu w jednym z wyścigów stanąłbyś na podium!
- Tak to prawda, istotnie mogłem stanąć na podium. Niestety, w jednym z najłatwiejszych biegów przytrafił mi się defekt motocykla, miałem problemy z silnikiem. Byłem wtedy bardzo młody i sama obecność w tym finale była dla mnie ogromnym wyróżnieniem.  Poza tym to było bezcenne doświadczenie, które później miało zaprocentować. Ten finał był punktem zwrotnym w mojej karierze.

To co nie udało się zrealizować na Wembley, udało się trzy lata później na Ullevi Stadium w Goeteborgu.
- Niezapomniana data, niezapomniane miejsce – Goeteborg Stadion Ullevi. To właśnie tam wywalczyłem swój pierwszy tytuł mistrzowski. Toczyłem zaciętą rywalizację z Hansem Nielsenem, ponadto było tam jeszcze wielu znakomitych zawodników. Jednak udało mi się. Duża zasługa w tym Ole Olsena, który był wówczas moim trenerem.

Rok później powtórzyłeś ten sukces. Tym razem na torze w Bradford. W tym szczególnym finale o tytule zadecydował wyścig dodatkowy, w którym stanąłeś na przeciwko, Hansa Nielsena oraz Sama Ermolenki.
- To był ciekawy finał. W pierwszym biegu przyjechałem jako trzeci na linię mety, początek był więc nienajlepszy. Po tym wyścigu myślałem, że stało się coś złego z motocyklem, wtedy podszedł do mnie mój brat i powiedział – „sprzęt jest w porządku, problem leży w twojej głowie, wyjeżdżaj do kolejnego biegu i pokaż im wszystkim, że jesteś Mistrzem Świata” –. Tak też zrobiłem! Pojechałem z olbrzymią determinacją, jeśli przegrywałem start, to wyprzedzałem rywali na dystansie. Dzięki temu zdołałem stanąć do dodatkowego biegu o pierwsze miejsce gdzie... okazałem się najlepszy.

Jak już wspomniałeś wcześniej, swój pierwszy sukces odniosłeś na torze w Vojens. Nadszedł rok 1988 i właśnie Vojens dostało organizację turnieju finałowego Indywidualnych Mistrzostw Świata. Po raz kolejny to duńskie miasteczko okazało się dla Ciebie szczęśliwe.
- Wywalczyłem tytuł Mistrza Świata w obecności swoich kibiców, to coś niezwykłego. To był pierwszy finał jaki odbył się na torze w Vojens. Podwójnie, a nawet można rzec potrójnie szczęśliwy dla duńskich kibiców. Wszystkie miejsca na podium należały do nas. Po raz kolejny też, o tytule zadecydował wyścig dodatkowy z Hansem Nielsenem. W tym deszczowym turnieju udało mi się zwyciężyć.



           Erik Gundersen trzyrotnie stawał na najwyższym stopniu podium IMŚ.

No właśnie, w Vojens ponownie stanąłeś do biegu dodatkowego z Hansem. Mógłbyś nieco więcej opowiedzieć na temat rywalizacji z Nielsenem? Media rozpisywały się wówczas, że nie darzyliście się wielką sympatią
- To nie tak, że się nie lubiliśmy. Po prostu rywalizowaliśmy o palmę pierwszeństwa. To normalne w sporcie, podobnie jest teraz. Zawsze rozmawialiśmy po zawodach, potrafiliśmy też współpracować w turniejach par czy drużynówkach. Do tej pory jesteśmy przyjaciółmi. Jeszcze bardziej zacieśniliśmy naszą znajomość po moim wypadku w 1989 roku. Mamy częsty kontakt, rozmawiamy przynajmniej raz w miesiącu, wspominając dawne czasy. Jesteśmy przyjaciółmi.

Wymieniliśmy wszystkie trzy finały, w których stawałeś na najwyższym stopniu podium. Każdy z tych turniejów ma swoją osobną historię. Który jednak uważasz za najważniejszy?
- Ten pierwszy w Goeteborgu był wyjątkowy, jednak zwycięstwo na własnym torze w obecności swoich kibiców ma niepowtarzalny smak, dlatego właśnie szczególnym sentymentem darzę ten finał z Vojens. 

Obok tych szczęśliwych chwil z Goeteborgu, Bradford czy Vojens były te pechowe momenty z Wembley czy Monachium, kiedy złośliwość rzeczy martwych stawała Ci na drodze do sukcesu.
- Istotnie tak było. W Monachium, podobnie jak na Wembley problemy z silnikiem odebrały mi szanse na podium, jednak uczestnicząc w tylu finałach w ilu ja startowałem, trudno uciec od takich sytuacji. Motocykle mogą się spisywać dobrze, jednak nigdy nie można mieć stuprocentowej pewności, że wszystko jest OK.

Wspomnieliśmy o rywalizacji między Tobą a Hansem, jednak Dania miała wtedy znacznie szerszą kadrę znakomitych żużlowców, żeby wymienić choćby Jana Osvalda Pedersena czy Tommy Knudsena. Skąd brała się ta siła duńskiego speedwaya?
- Myślę, że wszystko brało się z wewnętrznej rywalizacji między nami. Każdy chciał być najlepszy i wszyscy dążyliśmy do tego najwyższego poziomu.

Dużą rolę w tym procesie odegrał Ole Olsen. 
- Tak oczywiście, ale nie tylko. Mieliśmy olbrzymie wsparcie ze strony mediów. Speedway był na czołówkach wszystkich najważniejszych gazet. To był naprawdę ważny sport w latach 80-tych.

Kto był Twoim najlepszym przyjacielem wśród zawodników?
- Och… było mnóstwo przyjaciół. Ale takim najlepszym to był Alf Busk z Coventry. Bardzo dobrze rozumieliśmy się z Johnem Jorgensenem czy Tommy Knudsenem. Generalnie wszyscy duńscy żużlowcy, którzy startowali na Wyspach, trzymali się razem. Wspólnie wracaliśmy do domów po zawodach.

A propos Wysp. Cradley Heath, ten klub zajmuje szczególne miejsce w Twojej karierze, spędziłeś tam jedenaście lat, czyli wszystkie sezony, w których startowałeś w Anglii. Jak wspominasz ten okres?
 - Cradley to miejscowość w rejonie zwanym „Black Country” niedaleko Birmingham. Speedway był tam niesamowicie popularny. Przyjęto mnie z otwartymi ramionami i traktowano jak członka wielkiej rodziny. Zawsze, kiedy tam wracałem czułem się jak w domu. Kibice bardzo nas wspierali. Nie przywykłem do takich tłumów, jakie pojawiały się na meczach Cradley – 8 do 10 tysięcy widzów na jednym spotkaniu. Istniał tam fun club, który jeździł na wszystkie spotkania. To wszystko było dla mnie czymś nowym, zupełnie innym, czego wcześniej nie miałem okazji doświadczyć. Bardzo miło wspominam osoby związane z tym miejscem. Mieliśmy świetny kontakt z kibicami, oni odwdzięczali się wspaniałą atmosferą. Nigdy nie sprawiali nam problemów, takich jak choćby kibice piłkarscy, którzy w latach osiemdziesiątych słynęli z chuligańskich wybryków. Speedway był tam sportem rodzinnym.

W takim razie zapewne ze smutkiem przyjąłeś zapewne informacje, iż speedway upadł w Cradley.
- Oczywiście była to bardzo przykra wiadomość. Niestety, kiedy nastał kryzys w branży przemysłowej, a z nią właśnie związane było Cradley, wiele osób straciło pracę i to odbiło się na speedwayu. Dlatego żużel zniknął z tego miasta.

Tobie udało się jednak pożegnać z kibicami Cradley Heath. Zorganizowałeś tam swój turniej pożegnalny.
- Miałem szczęście, że mogłem odjechać tam swoje ostatnie okrążenie na żużlowym torze i powiedzieć do widzenia moim fanom, z którymi byłem związany przez jedenaście lat startów na Wyspach.

Przejdźmy teraz do tego fatalnego wypadku, który miał miejsce 17 września na torze w Bradford podczas Finału Drużynowych Mistrzostw Świata. Tamto zdarzenie zaważyło na całym Twoim życiu.
- Pamiętam jak wyjechałem do tego pierwszego wyścigu. To był bardzo trudny finał. Po starcie założyłem wszystkich rywali i prowadziłem w pierwszym łuku, nagle zostałem uderzony z tyłu. To wszystko, co pamiętam z tego dnia. Obudziłem się tydzień później w szpitalu.

Czy masz żal do, któregoś z tych zawodników, którzy brali udział w tym wyścigu?
- Nie, absolutnie. Takie rzeczy zdarzają się w żużlu. Wiemy, że speedway potrafi być niebezpieczny i musimy być na to przygotowani. Miałem tylko pecha, że trafiło na mnie.

Ledwo uszedłeś z życiem. Prognozy lekarskie nie były jednak dobre. Mimo to znalazłeś w sobie wewnętrzną siłę, aby walczyć i udało Ci się.
- Tak to prawda. Miałem szczęście, że byłem wtedy w świetnej formie. Moje ciało było na tyle silne, że mogłem podjąć walkę. Szczęśliwie, nie złamałem całkowicie kręgosłupa, gdyby się tak stało, byłbym sparaliżowany od szyi w dół. Miałem, więc dużo szczęścia, dziś mogę samodzielnie stawiać kroki. Nie przyszło to łatwo, musiałem podjąć walkę o powrót do sprawności. Obecnie mam kilka problemów zdrowotnych, m.in. z jedną ręką jednak mimo to jestem szczęśliwym człowiekiem. Wielką radość sprawia mi fakt, że nadal obcuje z tym sportem. Żużel jest całym moim życiem i daje mi olbrzymią satysfakcje. Cały czas spotykam starych znajomych, pracuję z młodymi zawodnikami, speedway mam we krwi i zawsze tak będzie. Budzę się rano i dziękuję Bogu za to, że żyję i mogę robić to, co kocham.

W tych trudnych chwilach nie zostałeś sam. Miałeś wsparcie ze strony najbliższych, swojej żony i tych, którzy związani byli ze speedwayem.
- To było niesamowite. Cały czas czułem wsparcie ze strony żony, rodziny i wszystkich znajomych. To bardzo ważne w takich chwilach. Ponadto otrzymałem tysiące kartek, życzeń od fanów z całego Świata w tym także z Polski. Przyszło ok. 5 tysięcy listów, kiedy byłem w szpitalu.

Pamiętam jak w jednym z wywiadów powiedziałeś, że nauczyłeś się żyć z tym, co się stało, a Twoim największym marzeniem jest to, aby ponownie stanąć na nogi.
- Moim celem było, aby wyjść ze szpitala o własnych siłach i miałem szczęście, że mogłem to zrobić. Tak jak już wcześniej powiedziałem, gdyby mój kręgosłup został całkowicie złamany nie mógłbym chodzić o własnych siłach. Miałem niepełne złamanie kręgosłupa szyjnego na odcinku C1 i C2. Byłem na wyciągu chirurgicznym przez siedem tygodni. Szczęśliwie niektóre nerwy po lewej stronie ciągle pracowały. Dlatego teraz mam kłopoty z tą prawą częścią.

Podobną kontuzję do Twojej odniósł Jan Osvald Pedersen. Czy utrzymujesz z nim jakikolwiek kontakt?
- Nie, niestety nie widuję Jana zbyt często. Ludzie mają różne zajęcia, wybierają inne drogi. Nie spotykamy się podczas zawodów.

Temat Vojens powraca niczym bumerang podczas naszego wywiadu. Wspomnieliśmy o tym miejscu już dwukrotnie, ale to nie koniec. Kiedy przeszedłeś długi i ciężki okres rehabilitacji zrobiłeś coś niezwykłego… wykonałeś skok ze spadochronu właśnie nad Stadionem Vojens Speedway Center! Czyj to był pomysł?
- To była moja własna inwencja. Wspólnie z Ole Olsenem planowaliśmy organizację turnieju pożegnalnego. Zawsze podczas dużych imprez na tym obiekcie staraliśmy się o jakieś dodatkowe atrakcje, powiedziałem więc do Ole – „Może wykonam skok ze spadochronu nad stadionem?” – na co on odpowiedział – „Wspaniały pomysł!”. Później nie poruszaliśmy już tego tematu. Dwa dni później Ole zadzwonił do mnie i powiedział – „Erik, jutro musimy udać się do Koldnig, zaaranżowałem Ci próbny skok”. Pojechałem więc, moja żona była wówczas w Anglii, a ja wykonałem skok z czterech tysięcy metrów. Oczywiście wspólnie z instruktorem, do którego byłem cały czas przypięty. To było coś niezwykłego! Później powtórzyłem to w trakcie zawodów.

Czy bałeś się tego skoku?
- Byłem przerażony (uśmiech na twarzy Erika), śmiertelnie przerażony. Kiedy już wylądowałem na płycie stadionu powiedziałem Ole, że przepraszam go, iż wszedłem bez biletu. Było mnóstwo śmiechu. To był naprawdę niezapomniany moment.

Po tym jak Twoja kariera została przerwana przez ten przykry upadek, zostałeś menadżerem kadry narodowej, jednak po kilku latach zrezygnowałeś. Dlaczego podjąłeś taką decyzję?
- Pełniłem funkcję trenera kadry narodowej przez dziesięć lat jednak musiałem iść do szpitala. Tego samego, w którym się leczę obecnie. Dlatego zrobiłem sobie przerwę. Wstawiono mi tam endoprotezę kolana i przeprowadzono kilka innych zabiegów. Po tym jak zakończyłem leczenie, poszedłem na studia. Studiowałem w Esbjerg przez półtora roku na kierunku prace społeczne, miałem zajęcia z psychologii i socjologii. Wiedza, którą wówczas nabyłem jest bardzo użyteczna w pracy, którą obecnie wykonuję, czyli szkolenie młodych zawodników. Ta przerwa, którą sobie zrobiłem, okazała się więc bardzo przydatna. Miałem czas na to, aby przemyśleć kilka spraw i powrócić z nowymi pomysłami na przyszłość.

Czyli obecnie zajmujesz się szkoleniem młodzieży?
- Tak pracuję dla Duńskiego Związku Motocyklowego. Zajmuję się dzieciakami, którzy próbują swoich sił w klasie do 80ccm. To taki przedsmak dorosłego speedwaya.

Jesteś jednak na bieżąco z wydarzeniami w żużlu?
- Oczywiście, śledzę wszystkie wyniki. Nie jeżdżę jednak na turnieje Grand Prix. Odwiedzam jedynie Kopenhagę no i oczywiście Vojens. Wynika to z moich problemów zdrowotnych. Takie podróże są bardzo męczące. To bardzo miłe jednak, kiedy mogę przyjechać, tak jak dziś, przywitać się ze znajomymi i zamienić kilka zdań.

Czy wśród swoich wychowanków widzisz następców Nicki Pedersena czy Hansa Andersena?
- Tak, jest mnóstwo utalentowanej młodzieży, która póki, co jest jeszcze za plecami Pedersena, Bjerre czy Andersena, jednak w końcu nadejdzie ich czas. Myślę, że czeka nas różowa przyszłość, jeśli chodzi o speedway w Danii. 

Jak oceniasz duńskich zawodników, którzy walczą w tegorocznym Grand Prix?
- Wszystkich ich trenowałem, gdy byli jeszcze dziećmi. To miłe, że zaszli tak wysoko i radzą sobie tak dobrze.

Co sądzisz o systemie Grand Prix? Wspominaliśmy wcześniej, że pechowe defekty pozbawiły Cię szans na podium. Teraz obowiązuje nieco inny system rozgrywek. Jak Ty go oceniasz?
- Podoba mi się ten system. Od początku byłem jego zwolennikiem. Pozwala na wyłonienie Mistrza Świata po rozegraniu całej serii turniejów. To była i jest właściwa droga dla rozwoju speedwaya, gdyż zawsze trzeba patrzeć w przyszłość i podejmować takie decyzje, które będą dobre dla tego sportu, taką zapewne było zapoczątkowanie systemu Grand Prix.

Czy planujesz przyjazd do Polski? Ciągle masz wielu fanów w tym kraju i z pewnością chętnie by Cie zobaczyli.
- Prawdę mówiąc w tym roku byłem w Polsce, a dokładniej w Rybniku. Okazją do wizyty był turniej miniżużla w kategorii do 80ccm. Byłem tam przez sześć dni i bardzo miło wspominam ten okres. W Rybniku znajduje się przepiękny obiekt do uprawiania miniżużla sama organizacja tych zawodów była po prostu znakomita. Oczywiście ciężko pracowaliśmy podczas tej imprezy, startowało dwudziestu dwóch zawodników i trzeba było się nimi opiekować, ale znakomicie nas tam przyjęto i ponownie tam zawitamy.

Wspomniałeś wcześniej, że żużel jest w Twojej krwi. Nie muszę, więc pytać czy ponownie wybrałbyś speedway, gdybyś miał taką możliwość.
- W marcu 1979 roku wszedłem na pokład łodzi, która po raz pierwszy zabrała mnie z rodzinnego Esbjerg do Anglii. Jutro wskoczyłbym na tą samą łódź i raz jeszcze przeżył to wszystko na nowo.

Erik jesteś prawdziwym zwycięzcą. Pokazałeś to na torze jako zawodnik i pokazałeś to w życiu, kiedy pokonałeś tą przykrą kontuzję. Zapewne masz jednak jakieś marzenie, które chciałbyś, aby się spełniło.
- Chciałbym po prostu cieszyć się zdrowiem i mieć siłę do tego, aby jak najdłużej wykonywać to, co naprawdę kocham. Ponadto pragnę, aby moja rodzina, bliscy, znajomi mogli się cieszyć moim szczęściem.

Jedno z moich marzeń właśnie się spełniło. Dziękuję za wywiad Erik.
- Dziękuję, cała przyjemność po mojej stronie.



                                Erik Gundersen wraz z autorem wywiadu.

Reklama

 


Relacje Live

PGE Ekstraliga

 Krono Plast Włókniarz Częstochowa vs Fogo Unia Leszno
piątek 18:00


 Gezet Stal Gorzów vsBAYERSYSTEM GKM Grudziądz
piątek 20:30

  Pres Toruń vs Orlen Oil Motor Lublin
niedziela 17:00

 Stelmet Falubaz Zielona Góra vs Betard Sprata Wrocław
niedziela 19:30

Metalkas 2 Ekstraliga

Polonia Piła vs H. Skrzydlewska Orzeł Łódź
czwartek 18:00

 ŻKS Stal Rzeszów vs Hunters PSŻ Poznań
czwartek 20:00

Moonfin Magnus Ostrów vsCellfast Wilki Krosno 
niedziela 13:00

Abramczyk Polonia Bydgoscz vs  Innpro ROW Rybnik
niedziela 15:15

Krajowa Liga Żużlowa

Trans MF Landshut Devils vs Lokomotiv Daugavpils
niedziela 14:00

Wubrzeże Gdańsk vs Speedway Kraków
niedziela 15:00

Ślask Świętłochowice vs Ultrapur Omega Gniezno
niedziela 16:00

FIM Speedway Grand Prix - Wrocław
sobota 21:45

Tabele ligowe

P Nazwa M PD PM
 PGE Ekstraliga
1. Bayersystem GKM Grudziądz

8

14

+66

2.  Fogo Unia Leszno 8 11 +40
3. Orlen Oil Motor Lublin 8 10 +90
4. Betard Sparta Wrocław 7 10 +44
5  Pres Toruń 8 10 +12
6. Gezet Stal Gorzów 7 7 +18
7. Stelmet Falubaz Zielona Góra

8

2 -82
8. Krono- Plast Włókniarz Częstochowa 8

0

-170
 Metalkas 2. Ekstraliga
1. Abramczyk Polonia Bydgoszcz 8 17 +133
2. Hunters PSŻ Poznań 8 11 +25
3. H. Skrzydlewska Orzeł Łódź 7 11 -26
4  Innpro ROW Rybnik 7 9 +31
5. ŻKS Stal Rzeszów 7 7 -7
6. Moonfin Magnus Ostrów  8 5 -31
7. Cellfast Wilki Krosno 7 4 -25
8. Polonia Piła

7

4

-114
 Krajowa Liga Żużlowa
1

Wybrzeże Gdańsk

8 13 +49
2.

Ultrapur Start Gniezno

6 10 +37
3.   Speedway Kraków 6 7 -3
4.  Ok Kolejar Opole 5 5 +3
5. Lokomotiv Daugavpils 6 5 -16
6. Trans MF Landshut Devil 5 2 -29
7  MKS Śląsk Świętłochowice 6 2 -64
 Bauhaus-Ligan
1. Smederna Eskilstuna 3 6 +26
2. Lejonen Gislaved 3 4 +14
3. Vastervik Speedway 3 4 +14
4. Vargarna Norrkoeping 3 4 +6
5. Dackarna Malilla 2 2 +14
6. Indianerna Kumla  3 2 -8
7. Piraterna Motala 3 0 -44
8. Rospiggarna Hallstavik  2 0 -22



 
SGB Premiership
1. Belle Vue Aces

 


 

2. Ipswitch Witches


3.  Sheffield Tigers

 

4.  Leicester Lions

 


5.  King's Lynn Stars

 

6.  Northampthon Foxes


7.

 



 


SpeedwayLigaen


1. Sønderjylland Elite Speedway  5 8 +14
2. GSK Liga 5 6 +15
3. Esbjerg Vikings 5 4 +15
4. Holsted Tigers 5 4 -24
5. Team Fjelsted 3 4 +1
6. Slangerup Speedway 4 3 -13
7. Nordjysk Elite Speedway 4 3 -14
8 Region Varde Elitesport 3 2 -14

Klasyfikacja SGP
1.  Brady Kurtz 65
2.  Bartosz Zmarzlik 62
3. Jack Holder 55
4.  Michael Jepsen Jensen 45
5. Kacper Woryna 44
6.  Max Fricke  42
7. Robert Lambert 42
8. Jason Doyle 37
9.  Leon Madsen 35
10.  Patryk Dudek 29
11.  Andrzej Lebiediew  23
12.  Daniel Bewley 18
13.  Dominik Kubera 17
14.  Frederik Lindgren 12
15.  Nazar Parnicki  10
Klasyfikacja SEC
1.  Patryk Dudek
2.  Andrzej Lebiediew
3.  Leon Madsen
4.  Kacper Woryna
5.  Nazar Parnicki
6.

7.  
8.

9.

10.

11.

12.

13.

14.

15.

16.

17.

18.

19.

20.

 

Klasyfikacja IMP
1.
Bartosz Zmarzlik 16
2.
 Piotr Pawlicki 14
3. Maciej Janowski 13
4.  Patryk Dudek 12
5.  Krzysztof Buczkowski 9
6. Dominik Kubera 9
7. Wiktor Przyjemsk 9
8. Tobiasz Musielak 9
9. Kacper Woryna 8
10.  Szymon Woźniak 7
11.  Jakub Jamróg 6
12.  Mateusz Cierniak 6
13. Przemysław Pawlicki 4
14. Jakub Miśkowiak 2
15. Radosław Kowalski 1
16. Antoni Kawczyński 1
17.

18.  
19.

20.

21.

22.  
Partner

 

 

Ostatni wywiad
   Sam Masters: Prezes Knop sam zakupił mi silnik

Sam Masters w sezonie 2023 w Polsce będzie zdobywał punkty dla GTM Startu Gniezno. Australijczyk, po raz kolejny udowodnił swoją wartość i kolejny rok z rzędu był w czołówce zawodników pod średnią biegową w 2. Lidze Żużlowej. Specjalnie dla eSpeedway.pl, zawodnik opowiedział nam o swoich początkach na żużlu oraz o kontrowersyjnej wypowiedzi Sławomira Knopa.

  Więcej wywiadów
Ostatni felieton
   Pierwszy sezon bez Rosjan w polskich ligach (felieton)

W niedzielę oficjalnie zakończył się sezon żużlowy 2022 w Polsce. Tegoroczne rozgrywki były szczególne. Inwazja Rosji na Ukrainę 24 lutego spowodowała, że na polskich torach zabrakło rosyjskich zawodników, którzy zostali zawieszeni w prawach zawodnika. Taka decyzja na pewno nie zadowoliła Betard Sparty Wrocław oraz For Nature Solutions Apatora Toruń, ponieważ Rosjanie najprawdopodobniej byliby liderami swoich drużyn. 

  Więcej felietonów
Ostatni artykuł
   Niezbędnik Żużlowy już w sprzedaży

Absolutna gratka dla fanów żużla! Dostępny jest już „Niezbędnik Żużlowy" - 196 stron o wszystkich rozgrywkach na rok 2023. Składy, terminarze, tabele, wywiady, felietony oraz przewodniki, a nawet więcej! Wszystko, czego potrzebuje kibic żużla na nowy sezon.

  Więcej artykułów
Design by Danno - Copyright by eSpeedway.pl - Engine by wmaster.eu