
Już jutro na stadionie Olimpii w Poznaniu odbędzie się turniej z okazji 15-lecia startów showmana żużlowych torów -
Adama Skórnickiego. Wychowanek Unii Leszno w rozmowie z eSpeedway.pl dokonuje podsumowania dotychczasowej kariery, mówi o atrakcjach jakie przygotował na jubileuszowe zawody, poznańskiej atmosferze, kibicach PSŻ-u, a także o tym, kim byłby, gdyby nie został żużlowcem...
Za niedługo jubileuszowy turniej 15-lecia twoich startów, to doskonały moment na podsumowanie dotychczasowej kariery. Była pełna wzlotów i upadków, jak to w życiu bywa. Który moment czy okres wspominasz najlepiej i dlaczego?
Najlepsze jest to, że jeszcze jeżdżę. Cieszę się z tego bardzo, sprawia mi to wciąż ogromną satysfakcję. A mecz? Wiele jest takich momentów. Chociażby dziś, kiedy wygrywa się całe spotkanie dwoma punktami i dopiero w ostatnim biegu (wywiad przeprowadzony po spotkaniu RKM Rybnik-PSŻ Poznań – dop.red). Pamiętam także mecz, gdy jeszcze byłem juniorem. Jechaliśmy wtedy w Pile, wygrałem ostatni wyścig i dzięki temu moja drużyna zwyciężyła. Było więc takich wyścigów, które zapadają w pamięć, dość sporo.
A ten najmniej przyjemny?
Z pewnością takich chwil także było wiele, ale o nich się szybko zapomina. Były mniejsze lub większe kontuzje. W karierze każdego przychodzi taki moment, kiedy zaczyna się przegrywać, nie czuje się zadowolenia z tego, co się robi lub kiedy drużyna przegrywa. Na pewno to bardzo dołujące, ale całe szczęście mnie się udało przez to przebrnąć.
Przeżyłeś już w światku żużlowym bardzo wiele. Co byś poradził młodym chłopakom, którzy dopiero wsiadają na motocykl i kręcą pierwsze kółka?
Żeby przede wszystkim myśleli o tym, by jazda sprawiała im satysfakcję, a nie myśleli zbyt szybko o większych sukcesach. Na początku powinni się żużlem nacieszyć - tym wszystkim, co sprawia, że marzy się o karierze żużlowca. Niech czerpią radość, bo z każdym sezonem będzie z tym coraz trudniej. Kibice, działacze i trenerzy będą stawiać coraz to większe wymagania. Za młodych lat trzeba jak najwięcej się uczyć, potraktować to trochę jak zabawę.
A kobiety? Uważasz, że powinny dostać pozwolenie na uprawianie „czarnego sportu”?
Kobiety? Hmm… One i tak zawsze robią to, co chcą, więc jeśli mają na to ochotę, to czemu nie? Niekoniecznie muszą się przecież ścigać z nami, prawda? (śmiech – dop.red.)
Jak zaczęła się twoja przygoda z żużlem? Skąd w ogóle pomysł na speedway?
W moim życiu nie było akurat innej opcji. Hmm… w sumie to nie było pieniędzy na piwo, trzeba było wsiąść na motocykl! (śmiech – dop.red.)
Czyli wygląda na to, że tak jak w najnowszym spocie reklamującym „Wiadomości”, w którym Piotr Kraśko mówi, że „gdyby nie został dziennikarzem, to pewnie zostałby… dziennikarzem”, tak również można powiedzieć o tobie odnośnie żużla…
Dokładnie tak, myślę, że to była jedyna możliwość. Nie brałem niczego innego pod uwagę. Choć… może zostałbym kucharzem?
Kucharzem? Jak to?
Lubię to. W kuchni jest zawsze fajna zabawa.
Wróćmy jednak do samego turnieju. 17 maja, Stadion Olimpii w Poznaniu. Znane nazwiska w twoich zawodach, a wśród nich Sam Ermolenko. W jakim charakterze będzie tam występował?
Będzie brał udział w wyścigu pokazowym z Romanem Jankowskim. Ta dwójka zawodników odegrała wielką rolę w mojej karierze. Romanowi kibicowałem od zawsze, później się na nim wzorowałem. Sam był jednym z zawodników zagranicznych, którego bardzo podziwiałem. Jeździłem z nim wspólnie w barwach Wolverhampton, z Romanem w Unii Leszno. Oni obaj są wielką częścią także mojej kariery. Jestem szczęśliwy, że przyjadą na mój turniej. To dla mnie jest coś naprawdę wielkiego.

Już 15 lat zachwyca kibiców swoim stylem jazdy. "I wciąż sprawia mi to radość" - mówi Skórnicki.
„Widzę trzech kowbojów żużlowego ranczo – to Billy Hamill, Adam Skórnicki i ja” to słowa właśnie „Sudden Sama”. Co ty na to?
Nogi mi się ugięły i dreszcz przeszedł mi po plecach. Usłyszeć coś takiego z jego ust to naprawdę niewiarygodna sprawa. To niezwykle miłe.
Wracając do samego turnieju, jakie szykujesz atrakcje dla kibiców prócz samych zawodów?
Chcemy się spotkać i porozmawiać z zawodnikami, którzy odnieśli ciężkie kontuzje na żużlowych torach. Dla kibiców to będzie przede wszystkim uczta żużlowa, będzie także dużo muzyki i zabawy. Tak, by wszyscy spędzili miło ten dzień.
Twój zespół w Anglii jest trapiony przez kontuzje. Odpadł Bjarne Pedersen. W jego miejsce włodarze Poole zatrudnili Krzysztofa Kasprzaka. Wcześniej wskutek kontuzji także ty musiałeś odpuścić. Karola Ząbika zastąpi Magnus Zetterstroem, Daniel Davidsson Zbigniewa Sucheckiego. Tworzy się nowe oblicze drużyny. Na co stać teraz „Piratów”?
Już od początku byliśmy silną drużyną. Był Karol, Zbyszek, byłem ja czy Bjarne. Teraz mamy niemalże zupełnie inny skład. Jest Krzysiek, Daniel. Obecne zestawienie wcale nie musi być gorsze od tego co było. Jesteśmy silni, stać nas na wiele. Wspomniałeś Magnusa Zetterstroema. Na pewno będzie wzmocnieniem. Zawsze dobrze prezentował się na angielskich torach. Miejmy nadzieję, że „nowa” ekipa będzie równie silna jak ta z początku rozgrywek. Wygraliśmy już pierwszy mecz na wyjeździe, zaczynamy odrabiać straty. Mierzymy w play-offy, a potem interesuje nas zwycięstwo w lidze.
Analogicznie wygląda sytuacja w Poznaniu. Zbyszek Suchecki ma dłuższą przerwę spowodowaną kontuzją, ty też pauzowałeś, młody „Jankes” również. Jednak mimo tego tydzień temu byliście o krok od sprawienia świetnej niespodzianki swoim kibicom – minimalna przegrana z Bydgoszczą. A dziś przeszliście samych siebie. Cenne punkty na wyjeździe. W czym tkwi siła „Skorpionów”?
Myślę, że przede wszystkim w naszych kibicach, którzy są z nami i bardzo nas mobilizują. Na pewno wpływ na taką sytuację ma fakt, że my tworzymy historię Poznania. Jest to początek tego klubu. Chcemy tutaj stworzyć mocny fundament, by żużel zagościł tu na stałe.
No właśnie – jeździłeś już w wielu klubach a „Skorpionem” jesteś od początku istnienia PSŻ. Jak ci się podoba w ekipie ze stolicy Wielkopolski?
Jest to coś, co mi nigdy w Polsce nie było dane. Nigdy wcześniej takiego czegoś nie doświadczyłem. Jestem liderem i kapitanem drużyny, zatem jest to dla mnie wielka sprawa. Budujemy ten zespół wspólnie. Zaczynaliśmy od drugiej ligi, do Poznania przyszedłem wprost z Ekstraligi tylko z tego względu, by być świadkiem tworzącej się historii, chciałem tu być od samego początku. To był najmocniejszy argument za tym, by znaleźć się w zespole z Wielkopolski.
Chciałbyś coś przekazać swoim kibicom w kraju? Zapewne przede wszystkim tym z Poznania?
Oczywiście! Chciałbym podziękować za to, że są, że jeżdżą za nami wiele kilometrów. To trzeba podkreślić. Należy się im za to wielki szacunek, bo wcale nie muszą tego robić, nie muszą poświęcać swojego wolnego czasu i sił, a jednak robią! To jest coś fantastycznego, kiedy przyjeżdża się na mecz na drugi koniec Polski i słychać w tle głośny doping naszych kibiców. Mam również nadzieję, że będziemy się wszyscy dobrze bawić podczas imprezy mojego 15-lecia startów.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dzięki, pozdrawiam.
Rozmawiał: Kamil Turecki