Sebastian Niedźwiedź w minionym sezonie zadebiutował nie tylko w barwach Ekantor.pl Falubazu Zielona Góra, ale również PGE Ekstralidze. Swoją ciężką pracą i zawziętością sprawił, że był podstawowym juniorem w składzie Marka Cieślaka. Poniżej prezentujemy wywiad, którego udzielił naszemu portalowi.
Martyna Zielińska: W okresie zimowym postanowiłeś podnieść sobie poprzeczkę, przeniosłeś się z pierwszoligowego Orła Łódź do Ekstraligowego Ekantor.pl Falubazu Zielona Góra. Patrząc z perspektywy czasu na miniony już sezon, uważasz że była to słuszna decyzja?
Sebastian Niedźwiedź: Cieszę się z takiego posunięcia. Po nieudanym sezonie w Łodzi odzyskałem tutaj pewność siebie, a to wszystko przełożyło się na moje wyniki. Podpisując umowę z Ekantor.pl Falubazem Zielona Góra, zdawałem sobie sprawę o swojej pozycji w zespole i nie spodziewałem się, że będę miał okazję startów w meczach ligowych. Szybkie wejście do drużyny dało mi przysłowiowego "kopa" i ogromne chęci do dalszej pracy.
Okazję zadebiutować w pierwszym meczu w PGE Ekstralidze miałeś 17 kwietnia na toruńskiej MotoArenie. Co czułeś stając pod taśmą w najlepszej lidze świata? Czy może tak wszystko szybko się działo, że pamiętasz to jak przez mgłę?
Pamiętam ten mecz doskonale, było to niezapomniane przeżycie, w końcu był to mój debiut również w barwach nowego zespołu. Pełne trybuny w Toruniu robią wrażenie. W dwóch startach udało się zdobyć 1 punkt.
PGE Ekstraliga jest uważana za najlepszą ligę świata. Dla wielu młodych zawodników to również znakomita szkoła żużla. Jedni się w niej odnajdują, z kolei inni odpuszczają. Z pewnością udało Ci się odbyć kilka cennych lekcji, które przełożyły się na przemyślenia czy też wnioski. Czy już teraz na spokojnie możesz powiedzieć co udało Ci się z nich wyciągnąć?
Nie od dziś wiadomo, że PGE Ekstraliga może pochwalić się najlepszymi zawodnikami na świecie. Daje to ogromne możliwości samego rozwoju, ale trzeba się w tym wszystkim odnaleźć. Praca nad doskonaleniem swoich umiejętności to jedno, inwestycje w sprzęt i całą te otoczkę to natomiast drugie. Bez znacznych nakładów finansowych nie można jeździć na wysokim poziomie.
Czy w minionym sezonie był taki mecz bądź bieg, który zapadł Ci najbardziej w pamięci?
Najprzyjemniejszym wspomnieniem był mecz w Rybniku, dokładnie 17 lipca. Startowałem w parze z Piotrem Protasiewiczem i udało nam się pokonać Troya Batchelora i Roberta Chmiela w stosunku 5:1. Było to moje pierwsze zwycięstwo w Ekstralidze. Nie można zapomnieć też o sierpniowych zawodach MDMP w Opolu, w tamtym czasie czułem stale rosnącą formę, przed nami była walka w fazie play-off, ale pech sprawił, że sezon zakończył się dla mnie za wcześnie.
Wspomniałeś o tych pechowych dla Ciebie zawodach w Opolu. Jak doszło do upadku? Jak wyglądała cała sytuacja widziana Twoimi oczami? Jaki jest stan Twojego zdrowia na ten moment.
Nie chcę do tego wracać. W chwili obecnej przechodzę intensywną rehabilitację by noga była jak nowa. Ale zapewniam że do sezonu będę przygotowany w 100%.
Podczas krajowych eliminacji do Indywidualnych Mistrzostw Europy Juniorów na torze w Gorzowie, pierwszy Twój start zakończył się pechowo. Po dość groźnie wyglądającym upadku w czwórkę nie pojawiałeś się już więcej na torze. Lecz kilka dni później wystartowałeś w meczu ligowym przeciwko Betardowi Sparcie Wrocław przed własną publicznością.
Po tym upadku byłem mocno poobijany, najgorszym problemem było kolano, które ucierpiało najbardziej. Wtedy z pomocą przyszedł sztab medyczny pod kierownictwem doktora Roberta Zapotocznego i stawiano mnie na nogi. Pierwszy raz spotkałem się z takim profesjonalizmem, dlatego chciałem oddać na torze całego siebie za to poświęcenie i troskę o moje zdrowie. Pomimo bólu, udało się wystartować i przywieźć kilka cennych punktów.
W półfinale Brązowego Kasku, który rozegrany został w Świętochłowicach spisałeś się wyśmienicie. Na swoim koncie zainkasowałeś 12 punktów, co dało Ci drugie miejsce w końcowej klasyfikacji. Po zakończeniu swoich wyścigów pożyczyłeś swój motocykl Michałowi Gruchalskiemu, dzięki temu mógł wystartować on w biegu dodatkowym, gdzie zajął pierwsze miejsce. Wykazałeś się podczas tych zawodów wspaniałym gestem, a nie każdego zawodnika stać na to. Co Cię skłoniło, do tego żeby użyczyć swój sprzęt?
Świętochłowicach zajmowałem miejsce w parku maszyn obok Michała. Podczas zawodów widzieliśmy, że jego najlepszy motor uległ awarii, natomiast drugi nie był już na tyle dobry aby rywalizować o lepsze miejsce w biegu dodatkowym. Michałowi bardzo zależało na awansie, dlatego wraz z ojcem doszliśmy do wniosku że możemy mu pomoc. Wiem jak to jest gdy sprzęt zawodzi. Ale jak przysłowie mówi - karma wraca, i wierze gdzieś w głębi, że dobro w postaci sukcesów wróci do mnie.
Czy można powiedzieć, że Sebastian Niedźwiedź ma pecha? Zarówno w finale Srebrnego Kasku w Rawiczu jak i Brązowego Kasku w Opolu ocierałeś się o podium, ale zawsze zabrakło przysłowiowego szczęścia.
Nie patrzę, na to w kategoriach pecha. To było cenne doświadczenie i wierzę, że będzie mi dane zdobywać również indywidualne tytuły, dzięki czemu moja kariera rozwinie się pomyślnie również w tym aspekcie.
Przed każdym rozpoczęciem sezonu ustala się cele i plany jakie zawodnik chce zrealizować, nie inaczej było u Ciebie. Czy wszystkie plany zostały zrealizowane przez Ciebie w 100%?
Przed sezonem, budżet mojego Teamu mógł sobie pozwolić na zakup tylko jednego motocykla, a mimo to główny cel w postaci miejsca w podstawowym składzie został osiągnięty. I z tego cieszę się najbardziej.
Skoro cele tegoroczne udało się zrealizować, to czy pojawiły się już nowe na kolejny sezon?
Oczywiście, że pojawiają się już nowe. Najważniejszy z nich to fakt, że w dalszym ciągu mam ważny kontrakt z Zieloną Górą, co powoduje u mnie dodatkową mobilizację przed nadchodzącym sezonem. Natomiast jeżeli chodzi o mnie i mój team głównym celem jest inwestycja w sprzęt. Moje motocykle są dwuletnie, a przy tej ilości startów widać ich zużycie. Bez zakupu dwóch nowych, kompletnych motocykli będzie mi trudno rywalizować o dobry wyniki. Zdaję sobie sprawę ze swojej pozycji w zespole, będę dążył do tego, żeby być podstawowym młodzieżowcem w Falubazie Wiem, że mnie na to stać i że mogę to osiągnąć.
Mimo, że niedawno sezon dobiegł końca przychodzi moment, by rozpocząć prace nad kolejnym. Czy myślami jesteś już w nowym sezonie? Czy w tym roku skupisz się nad indywidualnym tokiem, czy na treningach z drużyną w okresie zimowym?
Będę przygotowywał się indywidualnie, razem z moim teamem ułożyliśmy plan przygotowań i wierzę, że przyniesie on oczekiwany efekt. Poszukuje też doświadczonego mechanika, który swoją wiedzą pomoże mi w czasie zawodów jak i po przy sprzęcie, a co przez to idzie w osiągnięciu coraz to lepszych wyników.
Co tak naprawdę dla tak młodego zawodnika jest najważniejsze w karierze żużlowej? Postawa na torze, psychika, sprzęt czy sponsorzy?
Każdy z tych czynników jest bardzo ważny. Nie można się bez żadnego obyć. Po tym sezonie udało mi się już porozumieć z dwoma sponsorami z Zielonej Góry co mnie niezmiernie cieszy. Mam nadzieję, że potencjalni partnerzy z nie tylko z Zielonej Góry jeszcze się znajdą.
Z czym kojarzy Ci się Ekantor.pl Falubaz Zielona Góra?
Dla mnie Falubaz to przede wszystkim kibice, którzy tłumnie ściągają na każdy mecz. Ich przywiązanie do klubu widać na każdym kroku, są z drużyną zawsze, tworząc niepowtarzalną atmosferę na stadionie. Z tego miejsca pragnę im podziękować i obiecuję, że w przyszłym sezonie będę się starał dać wszystkim sympatykom jak najwięcej satysfakcji.
Czy chciałbyś coś przekazać od siebie?
Chciałbym podziękować za ten miniony sezon całemu mojemu teamowi, za ciężką pracę i wkład w mój wynik. Sztabowi szkoleniowemu za cenne rady i naukę. Opiece medycznej za postawienie mnie na nogi oraz wszystkim osobom, które mnie wspierają w rozwoju mojej kariery.